W przetargu na druk 29,5 mln kart do głosowania, który rozpisało Krajowe Biuro Wyborcze (KBW), wystartowały jedynie cztery firmy. Jak dowiedzieliśmy się w KBW, w tej grupie były trzy spółki prywatne i jedna państwowa. Rozpiętość cenowa ich ofert nie była duża. Propozycje wahały się od 971,3 tys. zł do 1,061 mln zł. Najniższą cenę zaoferowała Drukarnia Skarbowa, należąca w 100% do Skarbu Państwa. Jak wynika z naszych informacji, to nie brak zainteresowania poligraficznych przedsiębiorstw był przyczyną, że swoje oferty przedstawiło tak niewiele firm.
Specjaliści szacują, że na druk 29,5 mln kart do głosowania potrzeba ok. 180 ton papieru. Taka jego ilość rzadko znajduje się w magazynach zakładów poligraficznych. Na jej zamówienie i dostarczenie potrzeba ok. 4 tygodni. Tymczasem KBW przetarg ogłosiło 24 kwietnia, a oferty można było składać do 17 maja. Uwzględniając długi weekend na początku maja, na zakup papieru pozostawały już tylko dwa tygodnie. Pierwszą partię kart wykonawca miał dostarczyć 23 maja.
Najprawdopodobniej to właśnie napięte terminy spowodowały, że do przetargu nie stanęła m.in. giełdowa Poligrafia. - Mieliśmy taki zamiar. Skompletowaliśmy już konieczne dokumenty, jednak ostatecznie podjęliśmy decyzję o wycofaniu się - mówi osoba zbliżona do spółki.
Organizacja infrastruktury do obsługi referendum pozostawia wiele do życzenia również w innych, ważniejszych sprawach. Na przykład w lutym KBW rozpisała przetarg na obsługę informatyczną głosowania (jego wartość szacowano na około 5 mln zł). Niedługo potem został on unieważniony w związku z wymogami przyjętej 14 marca ustawy o referendum ogólnokrajowym. Uwzględniając jej założenia, KBW oszacowało koszty referendum na ponad 100 mln zł. Na 40 mln zł nie ma pokrycia w ustawie budżetowej.