W przyszłym roku Polska wejdzie zapewne do Unii Europejskiej. Czy Pańskim zdaniem krajowy sektor ubezpieczeń jest w stanie sprostać konkurencji po otwarciu naszego rynku?
Jeśli chodzi o przyszłą akcesję, to w odniesieniu do każdego z sektorów można mówić o dwóch płaszczyznach dostosowania: formalnej i materialnej. W przypadku pierwszej z nich możemy powiedzieć, że ostatnia nowelizacja prawa ubezpieczeniowego, jaką jest rządowy pakiet ustaw, w dziewięćdziesięciu kilku procentach wyczerpuje proces dostosowania.
W przypadku płaszczyzny materialnej, to z całym szacunkiem, ale wydaje mi się, że pytanie jest źle postawione. Przecież, mimo że mówimy o podmiotach krajowych, to w zdecydowanej większości przypadków ich właściciele są za granicą. Kwestia nie dotyczy tego, czy np. Allianz Polska będzie w stanie konkurować z niemieckim Allianz AG, ale tego, czy poza obecnymi już operatorami ktoś może przyjść na polski rynek, a także jaką decyzję podejmą operatorzy już tu obecni w odniesieniu do wewnętrznego podziału pracy. Czy uczynią Polskę platformą technologiczną do działań tylko w naszym kraju, jak jest obecnie, czy też będzie nią także działalność za granicą.
Nie tak dawno spotkał się Pan z przewodniczącymi rad nadzorczych większości działających w Polsce zakładów ubezpieczeń, czy zadał im Pan to pytanie?
Spotkanie służyło innym celom. Wydaje się także, że oni nie są jeszcze na takie pytanie przygotowani. Nie jest to sytuacja, w której można mieć gotowe odpowiedzi. Zależą one przecież od planów tych korporacji poza Polską, a te w najbliższym czasie będą musiały być poddane pewnej ewaluacji. Krótko mówiąc, nie boję się, że zakłady, które są częścią grup międzynarodowych nie wytrzymają konkurencji z tymi grupami. Ich losy będą związane z losami tych grup oraz z decyzjami kapitałowymi dotyczącymi ich kształtu. Jeżeli jakaś grupa, np. Zurich Financial Services, podejmie z różnych powodów decyzję, że chce wyjść z Europy Centralnej, to sprzeda innej korporacji swoją polską spółkę. W tym sensie wydaje mi się, że sytuacja będzie wynikała z decyzji podjętych poza Polską, w małym stopniu zależnych od sytuacji polskich spółek.