Ostatnie sesje przyniosły znaczną poprawę sytuacji na amerykańskich giełdach. Indeks S&P500 efektywnym wtorkowym wzrostem przebił się ponad ostatni szczyt i osiągnął najwyższy poziom od 9 miesięcy. Oznacza to, że kontynuuje krótkoterminowy trend wzrostowy. Odbywa się to jednak przy coraz większym średnioterminowym wykupieniu rynku oraz w strefie silnego oporu, co nie będzie sprzyjało kupującym w najbliższych tygodniach. O tym, że popyt może mieć kłopoty z podciąganiem indeksów na coraz wyższe poziomy, może świadczyć np. czwartkowa sesja, kiedy to mimo najwyższego od dwóch miesięcy wolumenu S&P500 nie zdołał utrzymać wysokich poziomów z początku sesji i zamknął się na niewielkim minusie. Siła rynku na razie jest imponująca, ale trzeba pamiętać, że od dołka z początku marca stopa zwrotu sięga już 20%, co z pewnością jest dużą zachętą do realizacji zysków. W pewnym momencie te 'zarobione' akcje trafią na rynek, a wtedy silna przecena będzie nieunikniona.

Jedyne co w tym momencie może uchronić rynek przed spadkami to trend boczny. Dalszym wzrostom daję bardzo małą szansę realizacji. W średnim terminie nie pozwalają już na to ani wskaźniki nastroju, ani średnioterminowe wskaźniki trendu, które albo wygenerowały sygnały zamykania długich pozycji, albo zalecają grę na zniżkę. Pesymistyczne wskazania płyną z tygodniowego MACD-histogramu, który docierając niedawno do strefy wykupienia ostrzegał przed kupowaniem akcji. W trakcie ostatnich notowań słupki tego wskaźnikia zaczęły maleć, co jest już istotnym średnioterminowym sygnałem sprzedaży. Także ADX, wchodzący w skład systemu kierunkowego, spadkami rozpoczętymi tuż po lokalnym szczycie z 15 maja, ogłosił koniec trendu wzrostowego. Sytuacja techniczna nie sprzyja więc wzrostom, a jeżeli dodamy do tego, że S&P500 znajduje się właśnie pod długoterminową linią bessy, a Nasdaq Composite dotarł do oporu wyznaczanego przez linię łączącą szczyty z maja 2001 i stycznia 2002 roku, to trudno znaleźć argumenty zachęcające do kupna po aktualnych cenach.