Pozew miliardera dotyczy potencjalnego wprowadzenia go jako akcjonariusza w błąd przy fuzji samochodowych koncernów. Kierownictwo zarówno Daimlera, jak i Chryslera twierdziło, że proces łączenia z 1998 r. odbył się poprzez fuzję. Kerkorian uważa natomiast, że w rzeczywistości było to przejęcie, w którym stroną agresywną był Daimler-Benz. Ma na to dowody, np. w postaci raportu ówczesnego członka zarządu niemieckiej firmy - Ruedigera Grube - w którym opisuje on, jak należy przejąć firmę samochodową ze Stanów Zjednoczonych. Transakcja połączenia była warta 36 mld USD.
Podczas procesu wyszły na jaw informacje świadczące o tym, że Kerkorian, za pomocą należącej do niego firmy Tracinda, miał przez cztery lata dostęp do tajnych informacji na temat DaimlerChryslera i wykorzystywał je do insider tradingu. Do dostarczania informacji spółce Trecinda przyznał się podczas przesłuchań James Aljian, były dyrektor Chryslera. Jak zeznał Aljian, w latach 1996-2000 był on także zatrudniony w sekcji inwestycyjnej spółki amerykańskiego miliardera. Tracinda pozbywała się akcji Chryslera (a potem DaimlerChryslera) w najbardziej odpowiednich momentach. Jedna z takich transakcji miała miejsce po tym, jak Aljian dostarczył Kerkorianowi tajny raport na temat korekty prognozy dodatnich przepływów finansowych. Korekta ta miała uchronić koncern przed wykazaniem straty w wysokości 120 mln USD.
Informacje te mogą być podstawą do sformułowania aktu oskarżenia przeciwko Kerkorianowi. Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) nie wypowiedziała się jednak na razie na ten temat. - Żeby oskarżyć firmę Tracinda, trzeba najpierw przekonać się, że te informacje rzeczywiście były poufne i zostały przekazane niezgodnie z prawem - twierdzi Michael Perino, profesor prawa papierów wartościowych na St. John's University.