Zastrzeżenia SEC dotyczą księgowania przychodów spółki w latach 2000-2001. Władze chcą się przyjrzeć szczegółom transakcji zawieranych z poszczególnymi klientami IBM. Spółka nie ujawniła nazwy kontrahenta również objętego dochodzeniem. Wiadomo jednak, że przedmiotem zainteresowania federalnych władz regulacyjnych jest w ostatnich miesiącach wiele sprzedawców detalicznych. Dochodzenie SEC dotyczy tylko niewielkiej części przychodów osiąganych przez IBM.

IBM zapewnił, że firma w pełni współpracuje z władzami regulacyjnymi, a SEC nie podjęła jeszcze decyzji, czy nadać sprawie dalszy bieg. Na razie ma chodzić jedynie o "ustalenie faktów". "IBM uważa, że zarówno praktyki biznesowe, jak i księgowe, są zgodne z przepisami" - czytamy w oficjalnym oświadczeniu. Jednak po ogłoszeniu komunikatu, tuż po zamknięciu poniedziałkowej sesji, akcje spółki zaczęły tracić na wartości w obrotach pozasesyjnych.

SEC już wcześniej kwestionowała raporty finansowe producenta komputerów i to nawet przed wybuchem afery Enronu. Na przykład w 1999 r. IBM księgował jako zyski zarówno dochody ze sprzedaży aktywów, jak i zysk pracowniczego funduszu emerytalnego. Po dłuższych sporach IBM nie został jednak zmuszony do zmiany rocznego raportu. Podobnie było w 2002 r., gdy IBM ujawnił sprzedaż aktywów firmie JDS Uniphase.

Inwestorzy krytykowali także spółkę za nieujawnianie w raportach wszystkich danych. Pod ich naciskiem IBM zaczął umieszczać w sprawozdaniach finansowych więcej informacji. Nie wyciszyło to jednak głosów krytycznych, tym bardziej, że mimo trudnych czasów w całym sektorze IBM raportował wzrost zysków z kwartału na kwar tał. "Agresywna" księgowość doprowadziła do wszczęcia wstępnego dochodzenia przez SEC w kwietniu ub.r. Nie podano wówczas żadnego powodu zainteresowania władz regulacyjnych.

Jeśli podejrzenia wobec IBM potwierdzą się, to Wall Street może dotknąć kolejny kryzys zaufania - ostrzegają analitycy. - To poważna informacja, bo wracamy do starych skandali księgowych, które zaczęły się od Enronu. Wszystko to podważyło zaufanie inwestorów - powiedział agencji Reuters Burton Schlichter, analityk Lind-Waldock & Co.