Na najbliższym walnym zgromadzeniu, które odbędzie się 27 czerwca, akcjonariusze Wilbo, zajmującego się m.in. przetwórstwem ryb, mają podjąć uchwałę o pokryciu straty za 2002 r., która wyniosła 5,3 mln zł. Zdecydują też o przeznaczeniu zysku z lat poprzednich. Chodzi o 4,4 mln zł, które wypracowała Dal Pesca, przed połączeniem z Wilbo. Cała kwota nie wystarczy na pokrycie straty. Brakujące ponad 0,9 mln zł zostanie wzięte z funduszu dywidendowego.
- Jest na nim obecnie ponad 6,3 mln zł. Po pokryciu straty za 2002 r. pozostanie około 5,4 mln zł - powiedział Jerzy Kuncicki, prezes Wilbo. Nie chciał zdradzić, czy zarząd będzie proponował w tym roku wypłatę dywidendy. - Jeżeli byłaby wypłata dla akcjonariuszy, to sądzę, że nie z całego funduszu - dodał prezes.
Wilbo kontrolowane jest przez dwóch założycieli firmy, którzy mają po 33,4% głosów - Waldemara Wilandta i Dariusza Bobińskiego. To od nich będzie zależała decyzja o wypłacie dywidendy. Jeżeli w tym roku zostałby "skonsumowany" cały fundusz, to na akcję przypadłoby po 0,33 zł (w piątek kurs wyniósł 2,04 zł).
Wilbo cały czas liczy, że uda mu się kupić Szkunera z Władysławowa. Jednak ta prywatyzacja przedłuża się. - Sprawa powinna się rozstrzygnąć do końca roku - powiedział prezes J. Kuncicki. Szkuner jest typowym zakładem przetwórstwa wstępnego ryb i posiada własną flotę kutrów. Takiego właśnie podmiotu brakuje Wilbo. Do czasu rozstrzygnięcia przetargu na Szkunera giełdowa spółka może więc nie wypłacać dywidendy.
Wilbo, dla którego 2002 r. nie był udany, w tym roku chce poprawić wyniki. - Zakładamy, że firma wypracuje zysk netto - powiedział prezes J. Kuncicki.