"Ten poziom powinien być niższy z dwóch powodów. Po pierwsze na skutek czego, że część podmiotów, które banki klasyfikują jako zagrożone odzyska pełności. Na skutek tego, że część podmiotów, które banki klasyfikują jako zagrożone odzyska pełną zdolność kredytową. Z drugiej strony w bankach już zacznie przyrastać wolumen nowej akcji kredytowej, a w związku z tym relatywnie poziom należności zagrożonych w portfelu zacznie spadać" - powiedział Kwaśniak.
Udział należności zagrożonych w należnościach od sektora niefinansowego w portfelu kredytowym banków komercyjnych wzrósł w 2002 roku o 2,8 pkt proc. wobec końca 2001 roku i wyniósł 21,4%.
"Musimy pamiętać o jednej zasadniczej sprawie - że w tym poziomie należności zagrożonych przekraczającym 20,0% są klasyfikowani zarówno tacy klienci, którzy płacą swe należności terminowo, ale ponieważ ich sytuacja nie jest stabilna lub mają straty, banki klasyfikują ich do tej grupy" - powiedział także Kwaśniak.
Jego zdaniem poziom należności niespłacanych w terminie jest podobny, jak w innych krajach europejskich.
"Ci klienci, którzy mają kłopoty z regulowaniem należności są problemem dla banków. (...) Jeżeli byśmy tak patrzyli, to jest to 11% i jest to miara porównywalna z innymi systemami finansowymi" - powiedział szef GINB-u.