Fińska spółka poinformowała wczoraj, że wzrost sprzedaży komórek w kwartale kończącym się 30 czerwca znajdzie się w dolnej granicy przedziału 4-12% prognozowanego w kwietniu br. Ogółem przychody spółki zwiększą się o kilka procent.
Jako powód korekty Nokia podała, podobnie jak Motorola, spodziewany spadek popytu na komórki w Chinach, gdzie fińska spółka sprzedaje ok. 10% swoich produktów. Zarząd firmy wskazał przede wszystkim na rosnącą konkurencję ze strony tamtejszych lokalnych producentów telefonów komórkowych, a także na negatywne skutki dla rynku epidemii nietypowego zapalenia płuc (SARS) na Dalekim Wschodzie. Innym ważnym czynnikiem, który spowodował, że Nokia musiała skorygować prognozę, było osłabienie dolara. Amerykańska waluta straciła w tym roku do euro 11%. Tymczasem największym rynkiem dla Nokii są Stany Zjednoczone, gdzie generuje ona wpływy w tamtejszej, coraz słabszej walucie.
Finowie poinformowali też wczoraj, że zysk na akcję w bieżącym kwartale znajdzie się w granicach 12-15 centów, wobec 18 centów w analogicznym okresie ub.r. Wynik będzie gorszy m.in. ze względu na dokonanie odpisów w wysokości 350-400 mln euro na pokrycie kosztów zwolnień pracowników z działu produkującego infrastrukturę sieci telefonii komórkowej.
Zarząd Nokii zapewnił, że w najbliższym czasie spodziewa się zwiększenia udziału spółki w globalnym rynku telefonii komórkowej. Obecnie fińska spółka sprzedaje 35% "komórek" na całym świecie. Druga w rankingu Motorola ma 14,7-proc. udział, a trzeci - koreański Samsung - 10,5-proc. Według dyrektora finansowego Nokii Olli-Pekki Kallasvuo, długoterminowy cel spółki to 40-proc. udział w światowym rynku.