Dzięki zapisowi o tym, że środki dla OFE mają pochodzić z prywatyzacji, minister finansów Grzegorz Kołodko mógł uzyskać niższy deficyt budżetowy. Do tej pory bowiem dotacja dla ZUS, która uzupełniała ubytek składek z tytułu wprowadzenia reformy emerytalnej, stanowiła wydatek budżetu. Teraz stała się jednym z jego rozchodów. Taka zmiana wynika z przyjęcia przez resort finansów unijnych metod księgowania w finansach państwa. I raczej zmiana ministra finansów czy powierzenie problemów gospodarczych ministrowi gospodarki i pracy Jerzemu Hausnerowi nic tutaj nie zmieni.
- Wchodzimy do Unii Europejskiej i musimy się dostosować do obowiązujących w niej standardów - powiedział Krzysztof Pater, wiceminister gospodarki i pracy.
Dotacja ma uzupełnić przychody ZUS po tym, jak część środków przekaże on funduszom emerytalnym. Zgodnie z założeniami do przyszłorocznego budżetu, dotacja ta zostanie sfinansowana dzięki wpływom z prywatyzacji. Minister Kołodko zaplanował je na 11,9 mld zł. Jednak ostatnio szef resortu skarbu Piotr Czyżewski stwierdził, że ta kwota nie jest realna, a z prywatyzacji w przyszłym roku da się uzyskać 7 mld zł. Jednak - jak zgodnie twierdzą przedstawiciele resortu gospodarki i pracy oraz towarzystw emerytalnych - nie ma obaw, że klienci nie dostaną swoich pieniędzy.
- Na pewno będą pieniądze i nie będzie opóźnień w przesyłaniu ich do OFE - powiedział.
O transfer środków do OFE spokojna jest także Ewa Lewicka, szefowa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych.