Jedynie brakiem podaży można wytłumaczyć ponad 1-proc. wtorkowy wzrost rynku przy obrotach wynoszących zaledwie 170 mln zł. Niskie zaangażowanie powstrzymuje zarządzających OFE przed sprzedażą akcji, nawet jeśli uważają oni, że są one obecnie przewartościowane. Z tego samego powodu krajowe instytucje nie wykazują jednak nadmiernej skłonności do powiększania posiadanych portfeli.
Wobec dość biernej postawy funduszy emerytalnych, trwające od 7 tygodni wzrosty zawdzięczamy przede wszystkim zwiększonej aktywności inwestorów zagranicznych. Według jednego z pojawiających się domysłów, naszym rynkiem zainteresowały się ostatnio fundusze globalne, w których portfelach polskie akcje były dotychczas niemal nieobecne. Wywindowanie cen akcji do bardzo wysokich poziomów na świecie powoduje, że uwaga tych inwestorów kieruje się ku rynkom mniej zaawansowanym we wzrostach. W tej sytuacji nasz skromny tegoroczny dorobek jest sporym atutem. Wyrażony w walucie lokalnej wzrost indeksu MSCI Poland wyniósł w tym roku zaledwie 3%, co na tle innych rynków jest jednym z najsłabszych wyników.
Jakość wywołanych w ten sposób wzrostów nie jest jednak przekonująca. Globalni inwestorzy ograniczają się raczej do wyboru rynku niż szczegółowego analizowania poszczególnych spółek. W efekcie popyt rozkłada się dość równomiernie na większość płynnych walorów, a największe zwyżki dotyczą akcji niedoważanych przez krajowe instytucje (m.in. KGHM, Prokom i banki). Można obawiać się, że skutkiem takiego mało selektywnego podejścia będzie późniejszy ostry spadek tych spółek.
Tymczasem coraz więcej wskazuje na to, że wzrosty na rynku amerykańskim mogą stanowić zasadniczą korektą całej bessy trwającej od kwietnia 2000 r. Coraz mniej brakuje do osiągnięcia 38,2-proc. zniesienia 30-miesięcznej (IV 2000-IX 2002 r.) fali spadkowej. Docelowy zasięg wzrostów (poziom około 1070 pkt w przypadku S&P 500) może zostać zrealizowany już obecnie w ramach ostatniej fali euforii albo może to nastąpić później, po odbyciu głębszej korekty.