Reklama

Kierunek - Argentyna?

Publikacja: 20.06.2003 10:03

Mamy lato i ludzie zaczynają jeździć po całym świecie. A podróże, podobno, kształcą. W takim razie mam pytanie - gdzie jeżdżą nasi politycy?

Na pewno nie jeżdżą do Rosji ani na Ukrainę. Owszem, prawie każdy z naszych rządzących docenia rolę tych krajów w wymianie handlowej z Polską i tam upatruje wielkiej szansy rozwoju polskiego eksportu. Ale na słowach najwyraźniej się kończy. Bo gdyby któryś z nich wziął i pojechał tam, zauważyłby, że te kraje wprowadziły podatek liniowy, mimo że obywatele na nadmiar zamożności nie narzekają. I taki polityk nauczyłby się, że podatek liniowy nie szkodzi wcale najuboższym. A jeśli pomaga rozwijać firmy i tworzyć nowe miejsca pracy - a wygląda, że tak właśnie jest - to nawet im pomaga.

Nie jeżdżą też na Słowację. Tam, na przykład, mogliby się zapoznać ze sposobem, w jakim obecnie ten kraj zdobywa inwestycje zagraniczne. Dalej na południe, na przykład nad Balaton, także nasi drodzy politycy nie jeżdżą. W przeciwnym wypadku minister finansów, który zaproponowałby wprowadzenie podatku od zysków z giełdy, zostałby po prostu wyśmiany. W końcu o tym, ile fiskus na giełdzie może uzyskać, nasi węgierscy bratankowie przekonali się tak dobrze, że podatek od zysków z akcji zlikwidowali.

Nie sądzę, aby politycy bywali w Hiszpanii czy Irlandii. Po wizycie w tym pierwszym kraju mieliby bowiem pojęcie, jak uelastycznić rynek pracy, co zaskutkowało spadkiem bezrobocia. Z kolei w Irlandii jakiś starszy obywatel tego kraju mógłby im powiedzieć, jak wyglądała reforma finansów publicznych i czy obecnie jest z niej zadowolony.

Do Wielkiej Brytanii też chyba żaden polski polityk nie trafił. A szkoda - w końcu warto byłoby tam pojechać choćby tylko po to, aby zorientować się, że wszechwładza związków zawodowych dobrze gospodarce nie robi i zredukowanie ich roli ma wpływ na tempo wzrostu gospodarczego.

Reklama
Reklama

O tym, że nasi politycy do USA nie jeżdżą na wakacje, chyba też wiadomo. Owszem, podróże służbowe są pewnie częste, ale na to, żeby któryś z rządzących obecnie znalazł czas na przyjrzenie się temu, jak się robi obniżki podatków, raczej nie ma szans. Inna sprawa, że taki minister Kołodko jeździł po całym świecie i jedyne, co potrafił, to obniżanie poprzez podwyższanie. No, ale na zapoznanie się z tym, jak się kreuje własny wizerunek, w czym Amerykanie celują, czasu już zabrakło.

Podejrzewam zaś, że nasi politycy często bywają we Francji. Stąd ich nieprzemijająca sympatia do związków zawodowych i - zapewne - do strajków, które stały się powszechną rozrywką w tym kraju. Zapewne też polscy włodarze wiele czasu spędzają w Niemczech - bo tam, tak jak u nas, o obniżkach podatków tylko się mówi. Jak tam się zacznie te obniżki robić, to politycy zmienią miejsce wypoczynku i u nas dalej się o tym będzie mówić.

Mam także nieprzeparte wrażenie, że nasi politycy wiele czasu spędzają w Grecji. Bo podoba im się tam to, że kraj nie korzysta za mocno na funduszach strukturalnych i że żyje się tam powoli. I w takim tempie też goni się tam kraje o wyżej rozwiniętych gospodarkach.

Jednak najgorszą rzecz pozostawiłem na koniec. Bo patrząc na chocholi taniec pod tytułem "Reforma finansów publicznych", na gierki i zabawy, polegające na powiększaniu i tak gigantycznych deficytów budżetowych i długu publicznego, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że najbardziej modnym miejscem wypoczynku naszych elit politycznych stała się Argentyna. I że po to, aby nie wydawać za wiele pieniędzy na bilety lotnicze czy morskie, politycy postanowili nam także zafundować taki sam kryzys.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama