Ropa naftowa rano zdrożała wczoraj i to znacznie, bo o 1,9% w stosunku do piątkowego zamknięcia. Przyczyną tej dość nerwowej reakcji uczestników rynku paliwowego była informacja o kolejnym wybuchu jednego z irackich rurociągów, tym razem w pobliżu granicy z Syrią. Zwiększa to bowiem niepewność co do wznowienia eksportu irackiej ropy, a właściwie umacnia pewność, że dojdzie do niego nieprędko. Bez tej ropy rynek radzi sobie jakoś już od trzech miesięcy, a w Stanach Zjednoczonych nawet rosną zapasy, mimo zwiększonej produkcji benzyny. Po południu na londyńskiej giełdzie dominowało więc już przekonanie, że żadne wybuchy w Iraku nie zmniejszą podaży ropy, a więc nie powinny też wpływać na jej cenę. W rezultacie baryłka ropy Brent z dostawą w sierpniu kosztowała 26,86 USD, czyli o 16 centów mniej niż na piątkowym zamknięciu.
Kontrakty terminowe na złoto też wczoraj nieco staniały, czego przyczyną było kolejne umocnienie się kursu dolara wobec euro. Kurs dolara jest już najwyższy od pięciu tygodni, gdyż inwestorzy coraz powszechniej uważają, że Rezerwa Federalna obniży w tym tygodniu stopy procentowe w USA mniej, niż wcześniej zakładano. Złoto z dostawą w sierpniu staniało o 50 centów, do 356,2 USD za uncję na nowojorskiej giełdzie Comex.
Cena miedzi też była wczoraj trochę niższa niż w piątek i był to już trzeci jej spadek w ciągu czterech ostatnich sesji. Wśród uczestników rynku metali przeważyło bowiem przekonanie, że ożywienie gospodarcze w Stanach Zjednoczonych nie będzie wystarczająco duże, by tamtejsi producenci mogli wchłonąć rosnącą podaż miedzi. Na londyńskiej giełdzie za tonę z dostawą za trzy miesiące płacono 1694 USD, a więc o 11 USD mniej niż w piątek.