Amerykańskie prawo pracy reguluje na szczeblu federalnym jedynie podstawowe kwestie, takie jak wysokość płacy minimalnej czy ochronę przed dyskryminacją. Od 1938 r. (Fair Labor Standards Act) pracodawcy mają obowiązek wypłacania 150% podstawowej stawki za każdą godzinę pracy powyżej 40 wypracowanych w tygodniu. Obecnie przepis ten obejmuje około 80% wszystkich zatrudnionych. Spod jego obowiązywania wyłączeni są pracownicy menedżmentu nie pracujący za stawkę godzinową oraz inni specjaliści zarabiający powyżej określonego pułapu. Departament Pracy USA zamierza zmienić to drugie kryterium.
Według administracji, dzięki nowym przepisom prawo do nadgodzin miałoby uzyskać 1,3 mln nisko zarabiających pracowników, a przepisy staną się dużo bardziej klarowne. Ustalone miałyby być nowe korzystniejsze limity nadgodzin, do których pracownik, niezależnie od wykonywanego zajęcia, miałby prawo. Badania liberalnego EPI wskazują jednak, że efekty regulacji mogą okazać się odwrotne od zamierzonych. Jednocześnie bowiem, nowe przepisy mają umożliwić zmianę definicji wykonywanej pracy dla milionów zatrudnionych, których pracodawcy jednym pociągnięciem pióra będą mogli przesuwać na "kierownicze" lub "specjalistyczne" stanowiska.
Z obliczeń waszyngtońskiego Economic Policy Institute wynika, że ofiarą nowych regulacji padnie 5,5 miliona pracowników wynagradzanych na zasadzie stawki godzinowej oraz 2,5 mln zatrudnionych na stałych pensjach. Zarówno EPI, jak i związki zawodowe ostrzegają, że w efekcie grupa 8 milionów ludzi może być zmuszana do dłuższej pracy, bo nie będzie się to wiązać dla pracodawców z dodatkowymi kosztami. Praktycznie żaden pracownik zarabiający powyżej 65 tys. USD rocznie (najczęściej menedżment średniego szczebla) nie będzie miał prawa do nadgodzin.
Przeciwko nowym przepisom protestują związki zawodowe, które domagają się jak najszybszych przesłuchań publicznych w tej sprawie. Biały Dom na razie odmawia komentarzy.