Tydzień zaczął się byczo. Już początek notowań był ciekawy. Na otwarciu sesji wykreślona została luka hossy. Próba jej zamknięcia nie przyniosła rezultatu. Podaż okazała się na to za słaba. Po godzinie notowań ruszył rynek kasowy i wtedy zaczął się właściwy wzrost. Na początku był on spokojny. Popyt zbierał oferty sprzedaży. Szybko rósł obrót.
Początkowo powolny wzrost cen z czasem nabrał tempa. Indeks wyszedł ponad poziom 1300 pkt, kontrakty ponad 1290 pkt. Po dwugodzinnej przerwie ceny ponownie zaczęły rosnąć. Wzrostom nie towarzyszył już jednak tak duży obrót. Niemniej udało się wyznaczyć nowe maksima sesji. Technicznie rynek wydaje się zdolny do ruchu co najmniej do 1320-30 pkt. Nie jest to jednak bariera nie do przejścia. Poza tym, w czasie wzrostów nie powinniśmy spoglądać w górę, poszukując kolejnych poziomów oporu, lecz spoglądajmy "pod wykres", by się przekonać, gdzie ewentualnie powinniśmy zamknąć długie pozycje. Po wczorajszej sesji pierwszym takim poziomem wartym uwagi jest połowa wczorajszej świecy. Jest to jednak stosunkowo blisko. Wydaje się, że lepszym wyznacznikiem ewentualnego osłabienia rynku byłoby zamknięcie wczorajszej luki hossy. Nie jest ona może zbyt duża, ale wydaje się, że jako narzędzie techniczne zda egzamin.
Na oddzielną uwagę zasługuje wartość bazy. Można bowiem mniemać, że skoro rynek wyszedł nad grudniowe szczyty, to zwiększy się ogólny nastrój prowzrostowy. Okazuje się jednak, że nawet takie wydarzenie nie zmieniło nastawienia dużej części uczestników rynku terminowego. Nadal większą wagę przywiązuje się do poszukiwania sposobności do otwarcia krótkiej pozycji, co ma swoje konsekwencje w wielkości bazy, która chwilami dochodziła do -28 pkt. To paradoksalnie daje więcej pewności bykom, że trend się szybko nie skończy.