- Mamy kryteria z Maastricht, które są określone w traktacie i zostały zaakceptowane. Obowiązują one kraje, które już są w unii walutowej i kandydatów - powiedział J.-C. Trichet, obecny prezes Banku Francji, który na jesieni zastąpi Wima Duisenberga, szefa EBC. Nie powiedział jednak, kiedy unia walutowa mogłaby zostać poszerzona. Pod koniec ub.r. poinformował, że mogłoby to nastąpić najwcześniej w 2008 r.
Dyskusja na ten temat toczy się również w Polsce. Zwolennikiem jak najszybszego przyjęcia wspólnej waluty jest Leszek Balcerowicz. - Przy odpowiedniej determinacji politycznej będzie to możliwe w 2007 r. - powiedział szef NBP. Jerzy Hausner, nowy wicepremier odpowiedzialny za politykę gospodarczą, uważa, że najwcześniejszy możliwy termin to 2008 r.
Głosy o potrzebie rewizji kryteriów z Maastricht pojawiają się też w Unii Europejskiej. Coraz więcej państw ma bowiem problemy ze spełnieniem kryterium budżetowego, zgodnie z którym deficyt nie powinien przekraczać 3% PKB. Pozostałe warunki to: dług publiczny nie wyższy niż 60% PKB, inflacja nie większa niż 1,5 pkt proc. powyżej średniej dla trzech krajów UE, w których jest ona najniższa, długoterminowe stopy procentowe, nie przekraczające więcej niż o 2 pkt proc. średniej stóp w trzech krajach UE o najniższej inflacji i stabilny kurs walutowy.
Ostatnie kryterium nie jest do końca jasne. Przedstawiciele Komisji Europejskiej zapowiadali ostatnio, że państwa wchodzące do systemu ERM II powinno obowiązywać wąskie pasmo wahań kursowych, tj. przedział +/- 2,5% od parytetu centralnego (dla obecnych członków strefy euro było to +/-15%). W opinii ekonomistów, taki warunek jest nie do spełnienia.
- ERM II opisywany jest jako system z szerokim pasmem wahań. Takie były przedziały dla krajów przyjmujących euro - powiedział J.-C. Trichet.