Warszawski parkiet pozostaje rozgrzany lipcowym słońcem i wzrostem indeksów, choć ostatnie trzy dni przyniosły uspokojenie nastrojów. To raczej efekt osłabienia bardzo zdecydowanego kupna z poprzedniego tygodnia niż wzrostu skłonności do pozbywania się akcji. W kontekście coraz bardziej widocznej zmiany nastrojów na światowych parkietach rodzi się pytanie, czy nasza giełda zdoła się temu oprzeć. Do pozytywnej odpowiedzi na skłaniają dwie rzeczy. "Wysyp" wyników kwartalnych nastąpi dopiero w połowie sierpnia, więc do tego zderzenia z rzeczywistością pozostało jeszcze sporo czasu. Systematycznie napływają kolejne doniesienia potwierdzające ożywienie w gospodarce. Może nie jest ono zbyt dynamiczne, ale w tym roku nasza gospodarka jest w dużo lepszej formie niż węgierska, czy czeska.

Jednocześnie wydarzenia ostatnich dni na świecie są bardzo niepokojące. W odniesieniu do amerykańskich giełd sprawdzają się przewidywania, że od samych wyników za II kwartał dużo ważniejsze będą prognozy na resztę roku. Kursy firm, które ostrzegają, że nie wywiążą się z wcześniej złożonych obietnic, mocno spadają. Realizację pomyślnego wariantu utrudniają, czy wręcz uniemożliwiają rynki walutowy i obligacji, których zachowanie, dyskontujące przyspieszenie w gospodarce, kontrastuje z ostatnim osłabieniem na rynku akcji. Umocnienie dolara w obliczu rosnącej nierównowagi na rachunku obrotów bieżących jest ostatnią rzeczą jakiej potrzebuje Ameryka. Rentowności 10-letnich obligacji przekroczyły 4% (są o 30% wyższe niż przed miesiącem). Podniesienie się rynkowych stóp procentowych oznacza dla gospodarstw domowych i budżetu większe koszty finansowania długu.

Nierealne jest, aby coraz wyraźniejszy odwrót od obligacji na świecie nie przełożył się na ceny polskich papierów skarbowych. Gdyby taka tendencja miała utrzymać się przez dłuższy czas proponowane przez J. Hausnera znaczne powiększenie deficytu budżetowego grozi szybkim zbliżeniem poziomu długu publicznego do granicy 60% PKB. Jedyna pociecha, że wtedy nie byłoby już wyjścia - prawdziwej reformy finansów publicznych nie dałoby się uniknąć.