Amerykański koncern Wm. Wrigley Jr., największy na świecie producent gumy do żucia, został zmuszony przez władze rosyjskie do zamknięcia fabryki w St. Petersburgu ze względu na niewypełnianie norm ekologicznych. Komisja, która niespodziewanie nawiedziła zakłady spółki, stwierdziła, że Amerykanie złamali przepisy dotyczące ochrony środowiska. W raporcie sporządzonym przez rosyjskie Ministerstwo ds. Zasobów Naturalnych, odpowiadające również za ekologię, można wyczytać wręcz, że "wystąpił szereg uchybień, jeśli chodzi o stosowanie przepisów o ochronie środowiska".
Przypadek Wrigley nie jest odosobniony. W ubiegłym tygodniu to samo ministerstwo podjęło decyzję o zamknięciu na Syberii zakładów wydobywających ropę naftową, należących do brytyjsko-holenderskiego koncernu Royal Dutch/Shell. W tym przypadku jako powód podano brak niektórych dokumentów dotyczących tej działalności.
Wśród obserwatorów rosyjskiego rynku niepokój wzbudza też zamieszanie wokół koncernu naftowego Jukos oraz powiązanej z nim grupy finansowej Menatep. W obu tych instytucjach, kontrolowanych przez najbogatszego Rosjanina - Michaiła Chodorkowskiego - pojawili się w tym miesiącu prokuratorzy, oskarżając je m.in. o niepłacenie podatków. Nieoficjalnie mówi się jednak, że bitwę wytoczyły Chodorkowskiemu osoby powiązane z ekipą rządzącą, obawiające się zbyt dużych jego wpływów podczas zaplanowanych na grudzień wyborów parlamentarnych.
- Komentarz
Rosyjskie władze najpierw zamykają fabrykę Shella, teraz to samo czynią z zakładami Wrigley. Być może mają rację i rzeczywiście w obu przypadkach doszło do uchybień, ale z pewnością prowadzi to do pogorszenia wizerunku tamtejszego rynku, który dopiero niedawno zdobył na świecie niewielki kredyt zaufania. Rosjanie muszą pamiętać, że ich gospodarka potrzebuje obcego kapitału, a trudno przypuszczać, żeby teraz np. Wrigley zdecydował się zainwestować w tym kraju dodatkowe 25 mln USD, tak jak zapowiadał jeszcze w maju.