Opisując obecną sytuację na rynku najlepiej zacytować definicję "rzadko spotykanego trójkąta rozszerzającego", przedstawioną przez J. Murphy'ego. Po pierwsze ten rodzaj trójkąta to zazwyczaj formacja bessy występująca przy końcu głównego trendu wzrostowego. Po drugie, taka formacja obrazuje sytuację na rynku, która wymknęła się spod kontroli i podlega już tylko emocjom przy nadzwyczaj wysokiej liczbie uczestników. A po trzecie, formacja ta jest bardzo niewdzięczna do prognozowania i o pomyłkę tutaj niezwykle łatwo. To jednak i tak na razie tylko teoria, bo o ukształtowaniu całej formacji i zakończeniu trendu wzrostowego można mówić, zgodnie z analizą techniczną, dopiero w momencie zejścia pod drugi dołek, czyli poniżej 1319 pkt. Przy tej okazji warto odnotować, że na razie formacja rysowana jest jak po sznurku, a niezbędne ostatnie trzy coraz wyższe wierzchołki według tego scenariusz powinny być ostatnimi w tej fali wzrostowej.
Skoro wspomniałem o dużym wpływie emocji, to zobaczmy raz jeszcze, jak wyglądają rynkowe nastroje. Pokazywałem ostatnio, że odczyt Wigometru (wskaźnika z tygodniową perspektywą) jako antywskaźnik dla średnioterminowego trendu jest błędem. Wyjątkowo kłóciłoby się to z optymizmem prezentowanym przez bankowców w ankiecie Pentora (miesięczna perspektywa). Skrajne opinie na ten temat pogodzić może wczorajszy wynik ankiety Reutersa, przeprowadzonej wśród kilkunastu biur maklerskich. Na początku marca tego roku, uśredniona prognoza dla WIG20 na koniec III kwartału to 1163 pkt. Po kolejnych czterech miesiącach i wzroście indeksu 14% analitycy zwiększyli oczekiwania do zaledwie 1177 pkt. Za to tylko przez ostatni miesiąc prognoza silnie wzrosła z 1177 pkt, do 1363 pkt. Retoryczne jest pytanie, jak zmieniły się nastroje na rynku. n