Piątkowa słabość rynku pamiętana była wczoraj jedynie w pierwszych godzinach notowań. Im dłużej trwała sesja, tym wyraźniej było widoczne, że na rynku kompletnie brakuje podaży. Nikt nie jest skłonny pozbywać się teraz akcji. Fundusze emerytalne dalej są niedoważone, a TFI pomimo agresywnych zakupów nie nadążają lokować środków na giełdzie. Cała reszta inwestorów powstrzymuje się od sprzedaży albo w nadziei na popyt ze strony tych instytucji, albo tylko z powodu dalej panującego trendu wzrostowego i trudności, z jaką przychodzi rynkowi każdy spadek. Fundamentalna wycena akcji nie ma w tym przypadku absolutnie żadnego znaczenia.
O wyniku wczorajszej sesji przesądziła ostatnia godzina notowań, gdy indeks wyszedł nad poranny sesyjny szczyt, uruchamiając niemal automatycznie bardzo mocne kupno na największych spółkach. Inwestorzy na kontraktach zastanawiali się w tym momencie jedynie nad tym, czy zdążymy przetestować piątkowe szczyty do końca sesji, czy trzeba będzie poczekać z tym do wtorku. Przekonanie przynajmniej o próbie pokonania szczytu przez indeks pokazał końcowy fixing z zamknięciem wyrównującym na kontraktach zeszłoroczne majowe górki.
Bitwa została więc wygrana przez byki, a o losach wojny zadecyduje dzisiejszy test szczytów na indeksie. Kluczem do ich pokonania są akcje PKN (wyniki w środę), które nie mogą przebić się przez opór 23-23,2 zł, broniący kurs przed 3-letnimi szczytami. Wczoraj na tym pierwszym poziomie do sprzedania czekało ponad 200 tys. akcji. Zdjęcie takiej oferty podaży z największej spółki byłoby swego rodzaju demonstracją kupna i wciągnęłoby do wzrostu szerszy rynek. Choć jest już drogo, bardzo drogo, w przypadku takiego udanego ataku trzeba będzie się pod to podłączyć. Rynek na razie nie daje alternatywy. n