Sesja bez wątpienia była przełomowa. Nie można jednak jeszcze powiedzieć, że przełom polegał na wyznaczeniu szczytu, bo do takiego stwierdzenia, przy tak silnym i oderwanym od otoczenia trendzie, potrzeba znacznie mocniejszych sygnałów niż wczorajszy odwrót. Zapewne jednak został zakończony euforyczny okres dominacji popytu na absolutnie całym rynku. Często na ostatnich sesjach liderami wzrostów były najsłabsze fundamentalnie spółki. Wystarczyły tylko bycze nastroje i nadmiar gotówki. Paradoksalnie koniec tej rynkowej euforii został zakończony w ostatnim dniu sezonu ignorowanych do tej pory wyników. Teraz powinna rozpocząć się albo głębsza korekta całego rynku, albo jedynie wybieranie do kupna tych najmniej przewartościowanych spółek. Gigantyczne obroty (prawie 500 mln na akcjach z WIG20) na wczorajszej sesji pokazują, że na razie trudno będzie wprowadzić rynek w kolejną spiralę wzrostu.

Warto wspomnieć o wczorajszym mocnym wzroście węgierskiego indeksu. Nie zamierzam zgadywać, czy zachodni inwestorzy zaczęli przenosić kapitał z Polski, czy też węgierski indeks wczoraj po prostu zaraził się od nas hossą. Może jest to jedynie efekt obrony linii trendu wzrostowego? Warto jednak obserwować tę korelację, bo następna sesja gigantycznej podaży na największych spółkach, w połączeniu z dynamicznym wzrostem Bux, zasugerowałaby odpływ zagranicznych funduszy. Taki układ mógłby mocno przestraszyć nasze rodzime instytucje, które choć cierpią na nadmiar gotówki, wiedzą też dobrze, że naprawdę indeksy mają z czego spadać. Trend mimo wszystko pozostaje wzrostowy, a sygnałem sprzedaży będzie dopiero zamknięcie indeksu poniżej 1420 pkt. Na dzisiaj raczej za daleko, bo ostatnia sesja przed długim weekendem niemal nigdy nie kończy się wyprzedażą.