Wczorajsze sesje na Wall Street rozpoczęły się od wzrostu. W ten sposób inwestorzy zareagowali na lepsze od oczekiwań dane z rynku pracy. Jak podał Departament Pracy, w ostatnim tygodniu liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 386 tys., podczas gdy rynkowe oczekiwania oscylowały wokół 395 tys. Dane te wpisują się w ciąg publikowanych ostatnio wskaźników makroekonomicznych, pokazujących, że amerykańska gospodarka ma się z każdym dniem lepiej.
W tej sytuacji, mogłoby się wydawać, że byki powinny niepodzielnie królować na rynku, a wskaźniki nieustannie piąć się do góry. Tymczasem czołowe amerykańskie indeksy pozostają w pobliżu szczytów ustanowionych pomiędzy czerwcem a lipcem. Najlepiej prezentuje się Średnia Przemysłowa. Wybiła się ona w poniedziałek górą z blisko trzymiesięcznej konsolidacji (8950-9300 pkt) i ma otwartą drogę przynajmniej do 9700 pkt. Na razie, strona popytowa nie skorzystała z tego wybicia. Jeżeli w najbliższych dniach indeks nie ruszy dynamicznie do góry, to prawdopodobny stanie się powrót pod opór.
Podobną sytuację mamy na wykresie Nasdaq Composite. Indeks technologiczny, po wyjściu górą z miesięcznego kanału spadkowego, dotarł do oporu na 1776 pkt. Jego pokonanie da impuls do zwyżki ku psychologicznej barierze 2000 pkt. Natomiast odbicie stworzy pretekst do sprzedaży akcji, w obawie przed utworzeniem podwójnego szczytu.
Nie zmienia się natomiast sytuacja na wykresie indeksu S&P 500. Dalej pozostaje on w pobliżu swojej 50-dniowej średniej. I nic nie zapowiada, żeby mogło się to szybko zmienić. Przy obecnej równowadze sił konieczny będzie silny impuls, żeby zdecydowanie ruszyć rynkiem. A że tego nie da się przewidzieć, pozostaje więc tylko obserwować wsparcia i opory. I odpowiednio reagować.
Z dużo bardziej klarowną sytuacją mamy do czynienia na rynku japońskim. Nikkei po czterech dniach wzrostu zakończył wczorajszą sesję na najwyższym poziomie od ponad roku. Nie jest to zaskoczeniem. Indeks jest w trzeciej fali hossy, która powinna zaprowadzić go w rejon 15-16 tys. pkt.