Od ponad dwóch miesięcy na wykresie S&P 500 trwa konsolidacja po wiosennym wzroście. W tym czasie pojawiło się kilka koncepcji interpretacji trendu bocznego i żadna na razie nie okazała się trafiona. Najpierw "padła" koncepcja podwójnego szczytu, który zakończyć miał trend wzrostowy. Brak dynamicznego wybicia w górę i przedłużanie się ruchu bocznego nie wskazują też, żeby miała to być zapowiadająca silne wzrosty flaga.
Po ostatnich sesjach, w czasie których S&P500 wzrósł z 965 do 1000 punktów, rośnie szansa na wybicie z konsolidacji górą. Na zamknięcie czwartkowej sesji indeks zdołał nawet o 3 punkty przekroczyć granicę 1000 punktów, ale to jeszcze nie jest zapowiedź kontynuacji wzrostów. Górną granicę konsolidacji wyznacza bowiem wierzchołek z połowy czerwca, znajdujący się na 1011 punktów.
Konsekwencją wybicia w górę będzie osiągnięcie przez S&P 500 ok. 1100 punktów. Trwający już ponad dwa miesiące trend boczny jest korektą w trendzie wzrostowym, u którego podstaw leży odwrócona głowa z ramionami, budowana od lipca 2002 roku do maja 2003 roku. Z wysokości tej formacji wynika, że po przekroczeniu linii szyi (930 pkt.) indeks powinien zyskać 18%, co oznacza właśnie wzrost do 1100 punktów.
Nasdaq w dobrej formie
Wygląda na to, że na rynek technologiczny wróciła hossa. Nasdaq Composite zbliżył się do 1800 punktów. Jest to dość istotny poziom w analizie krótkoterminowej. Z tej właśnie wysokości indeks został "ściągnięty" w poprzedni piątek, kiedy po otwarciu właśnie na 1800 pkt spadł na koniec notowań do 1765 pkt (2%). Po wzroście do tej wartości wyczerpany został także potencjał wzrostowy, wynikający z lipcowej konsolidacji. Żeby wykres nie stracił swojego "byczego" wyglądu, w trakcie ewentualnej korekty Nasdaq Composite nie powinien spaść poniżej 1750 pkt.