Polskie spółki technologiczne, poza Prokomem, mają wyceny znacznie wyższe niż na szczycie internetowej hossy. Biorąc pod uwagę, że od tamtego czasu kursy znacznie spadły, najlepiej obrazuje to dramatyczny spadek zysków tej grupy przedsiębiorstw. Obecnej skali przewartościowania akcji nie da się wytłumaczyć oczekiwaniem na poprawę wyników w przyszłości. Musiałyby one szybko skokowo wzrosnąć, a pojawiające się ostatnio informacje o przesunięciach w realizacji kontraktów offsetowych czy CEPiK-u raczej na to nie wskazują. Tak jak w 2000 r. inwestorzy akceptując wyśrubowane wyceny wierzyli w zyski z biznesu internetowego, tak teraz liczą na efekty ożywienia gospodarczego. Mało kto zwraca uwagę, że zgoda na nabywanie mocno przewartościowanych akcji jest charakterystyczna raczej dla kulminacji pewnej fazy cyklu koniunkturalnego niż jego początkowego etapu.
Spojrzenie na wyceny największych firm technologicznych na świecie nie prowadzi do jednoznacznych wniosków, gdyż część z nich również jest wyceniana wyżej niż w marcu 2000 r. Jednak w ich przypadku wskaźnik C/Z przyjmuje zdecydowanie niższe wartości.
Indeks Dow Jones Euro Stoxx Technologia obrazuje notowania 22 spółek technologicznych krajów strefy euro o kapitalizacji blisko 220 mld euro. Największe firmy wchodzące w jego skład to Nokia, Siemens, SAP, STMicroelectronics i Alcatel. Wskaźnik C/Z dla tych firm wynosi średnio 19,6, bez uwzględniania firm wykazujących stratę za ostatnie 4 kwartały. Wskaźnik C/WK nieznacznie przekracza 2,7.
Wykres indeksu miał wczoraj po południu niecałe 321 pkt. To oznacza, że wciąż walczy z oporem wyznaczanym przez szczyt z początku grudnia ub.r. Dla porównania, barierę o tym samym znaczeniu Nasdaq Composite pokonał już w maju tego roku. Przełamanie 321 pkt otwierałoby drogę do dalszej poprawy koniunktury. Negatywnym sygnałem stanie się zniżka poniżej 291 pkt, która mogłaby oznaczać nawet zakończenie korekty głównego trendu i powrót bessy do segmentu europejskich spółek technologicznych.