Od wtorku wieczór złoty osłabił się, osiągając dzisiaj poziom 0,5% po słabszej stronie parytetu. Oznacza to osłabienie od rana o ponad 1 pkt proc. z 0,6% po mocnej stronie. Po godzinie 13:00 dolar kosztował ok. 4,0420 zł, a euro 4,5250 zł. "Wszystkie obecne spadki złotego, mają jedną prostą przyczynę. Inwestorzy nie chcą już kupować złotego czy polskich obligacji, nawet po niskich cenach. To bardzo źle wróży. Nie widzę na razie perspektyw, które mogłyby ten trend w najbliższym czasie odmienić. Co więcej, jesteśmy blisko momentu, kiedy inwestorzy mogą zacząć reagować panicznie" - powiedział Andrzej Wasilewski, dealer banku PKO BP.

Powodem, dla którego tak się dzieje, jest uznanie przez inwestorów średniookresowej strategii rządu dla finansów publicznych za mało wiarygodną. Liczby są obiecujące, przyznają analitycy i dealerzy, wciąż jednak nie widać woli politycznej dla faktycznego obniżania deficytu budżetowy i długu publicznego. "Inwestorzy po prostu wychodzą z naszego rynku, zaczynają go omijać. A skoro nie są Polską zainteresowani, oznacza to, że boją się o dalsze osłabienie złotego, boją się sytuacji budżetowej i się wycofują. Ta strategia średniookresowa okazała się zabiegiem medialno-politycznym, a tutaj chodzi przecież o fakty" - dodał Wasilewski.

Negatywna sytuacja kształtuje się też na rynku obligacji skarbowych, szczególnie po nieudanym środowym przetargu obligacji pięcioletnich, na którym ministerstwo finansów nie zaakceptowało żadnej oferty kupna z puli 2,7 mld zł. Tuż po złożeniu ofert, około godziny 11:00, rentowność obligacji pięcioletnich wzrosła szybko o 10 pb.O godzinie 13:30 rentowność obligacji pięcioletnich kształtowała się na poziomie 5,65%, dziesięcioletnich 5,98%, a dwuletnich 4,93%. Wzrosty rentowności na długim końcu krzywej wyniosły od 7-10 pb.

OPTYMIZM SZYBKO NA RYNKI NIE POWRÓCI

"Sentyment jest bardzo zły i zapewne utrzyma się. (...) Generalnie nie ma potencjału do umocnienia się rynku, dopóki nie zobaczymy konkretnych decyzji. Nawet data 30 września, kiedy ma być przedstawiony plan racjonalizacji wydatków, może nie odwrócić tego trendu, gdyż jeśli jakieś cięcia nawet będą, to dopiero od 2005 roku. A to rok wyborczy. Źle to wygląda" - powiedział Tomasz Zdyb, analityk Banku Pekao SA. Rynki obawiają się, że do zapowiadanej głębokiej reformy finansów publicznych w najbliższym czasie nie dojdzie. "Rząd mówi o racjonalizacji, a nie redukcjach. To pokazuje, że rząd nie jest zdeterminowany, aby faktycznie ciąć wydatki. Właśnie to przekonanie powoduje obecne dyskontowanie, m.in. coraz większego ryzyka, że międzynarodowe agencje ratingowe obetną rating" - powiedział Zdyb. Złoty może się dalej osłabiać, nawet do 2,5% po słabej stronie parytetu. "Na dobrą stronę parytetu szybko nie wrócimy. Możliwe, że złoty osłabi się nawet do ok. 1,5% po słabej stronie. Nie wykluczam, że gdyby do tego wszystkiego doszło jeszcze obniżenie ratingów Polski, mogłoby dojść do mini-kryzysu" - podsumował Wasilewski.(ISB) Karolina Słowikowska