Pomimo optymistycznych nastrojów panujących na początku środowej sesji nasz rynek akcji został w jej trakcie "zestrzelony", co niewątpliwie nieco zdeprymowało spekulantów grających na zwyżkę. Podobnie zachowała się giełda węgierska, co mogłoby sugerować regionalny charakter tej przedwczorajszej słabości. Do środy dosyć powszechnie oczekiwany był korekcyjny wzrost do najbliższej strefy oporu (1620-1640 pkt). Jak się wydaje przebieg środowej sesji doprowadził do obniżenia się pierwszego istotnego oporu do 1560 pkt, choć w przypadku kontynuacji ostatniego ożywienia na giełdach zachodnich nie można wykluczyć podjęcia przez nasz rynek jeszcze jednej próby wznowienia wzrostów (ponownie z poziomu 1510 pkt). Niezależnie od przebiegu notowań na najbliższych sesjach oczekuję do początku października spadku rynku poniżej poziomu 1400 pkt.

Zjawiskiem, które - wobec braku większych emocji na GPW - zwracało uwagę w trakcie czwartkowej sesji na rynkach światowych były próby jena zamknięcia się poniżej poziomu 116 za dolara. Pomimo silnej deprecjacji dolara trwającej już prawie 3 lata (szczególnie widocznej względem walut europejskich), wartość USD pozostała względnie stabilna w stosunku do jena (i z oczywistych względów chińskiego juana). Kurs dolara względem jena był w ostatnich latach podtrzymywany przez przeprowadzane na masową skalę interwencje japońskiego banku centralnego, który dolary kupowane za świeżo wydrukowane jeny lokował oczywiście w obligacje rządu USA. Cała operacja poprawiała wyniki japońskich eksporterów, a zwiększona nadwyżka handlowa Japonii (i innych postępujących podobnie krajów Azji Wschodniej) umożliwiała gładkie finansowanie narastającego deficytu budżetowego w USA (500 mld USA w tym roku, a może więcej). Ewentualne powodzenie obecnych prób wybicia się jena z trwającej od początku 2001 roku konsolidacji (pomiędzy 116 a 135) sugerowałoby zmianę politykę Banku Japonii, co miałoby wielorakie konsekwencje dla rozwoju sytuacji na światowych rynkach w najbliższym czasie.