Podpisane wczoraj porozumienie między Daewoo-FSO a sześcioma bankami-wierzycielami: BPH PBK, Bankiem Handlowym, Pekao SA, Millennium, ING Bankiem Śląskim i Kredyt Bankiem, zakłada redukcję ok. 590 mln zł długu FSO o połowę. Resztę spółka będzie musiała spłacić bankom-wierzycielom w ratach, w ciągu trzech najbliższych lat. Banki zgodziły się na takie rozwiązanie tylko dlatego, że resort finansów zezwolił im zaliczyć w koszty działalności umorzoną część długu żerańskich zakładów.

Plan restrukturyzacji zakłada także przedłużenie licencji na produkcję matiza i lanosa oraz podwyższenie kapitału, poprzez zamianę na akcje pozostałego zadłużenia FSO. Przypomnijmy, że spółka zadłużona jest jeszcze w Skarbie Państwa na ok. 600 mln zł, w bankach koreańskich na ok. 750 mln zł i w koreańskiej centrali Daewoo na ponad 2,8 mld zł. Okazuje się, że zamiana tych długów na akcje będzie teraz najważniejszym problemem dla polskiej strony. To właśnie brak zgody Koreańczyków na plan restrukturyzacji był powodem fiaska walnego zgromadzenia, które odbyło się w ubiegłym tygodniu i zostało przerwane do 29 września. Tymczasem już dziś wiceminister gospodarki Jacek Piechota udaje się do Seulu na rozmowy w tej sprawie. Będzie przekonywał Koreańczyków do wypracowanego programu restrukturyzacji Daewoo-FSO. Jeżeli mu się nie uda, polski rząd będzie prawdopodobnie dążył do ogłoszenia upadłości warszawskiej fabryki. Gdyby plan restrukturyzacji udało się wcielić w życie, w przyszłym roku Daewoo-FSO może liczyć na sprzedaż nawet 100 tys. samochodów, bowiem co najmniej 60 tys. chcą kupić ukraińscy partnerzy fabryki.