Spadek tokijskiej giełdy i obawy o tempo wzrostu światowych gospodarek wywołały pogorszenie nastrojów na wszystkich rynkach akcji. Nasz nie był tu wyjątkiem i obserwowaliśmy przez całą sesję powolne obsuwanie się indeksu. Nie była to jednak paniczna wyprzedaż akcji. Ceny spadały głównie wskutek braku chętnych do zakupu i przy niewielkich obrotach. Wyjątkiem były akcje TP, które spadły przy wysokim obrocie, wynoszącym 81 mln zł. W końcówce sesji nastąpiło pewne przyspieszenie, które wiąże się raczej z obawami o możliwość dużych spadków w USA.
Z technicznego punktu widzenia indeks delikatnie naruszył linię dwumiesięczego trendu wzrostowego, przebiegającą w okolicy 1500 pkt. Możliwe są zatem dwa scenariusze. W optymistycznym - indeks wróci nad tę linię i będzie kontynuował ruch boczny, do momentu uplasowania na rynku akcji TP i BACA. Jeśli łatwo znajdą się nabywcy na "skarbowe" papiery telekomunikacyjnego operatora, a emisja austriackiego banku zakończy się sukcesem, to możemy się spodziewać powrotu do trendu wzrostowego. W końcu rynek pobije zapewne tegoroczny szczyt (1730 pkt) i będziemy świadkami testowania historycznego maksimum. W drugim wariancie, po przebiciu tego wsparcia, przyszłość rynku nie rysuje się różowo dla posiadaczy akcji i długich pozycji. Grozić może bowiem znaczną skalą spadków, sprowadzającą indeks nawet o 150-200 pkt niżej.
Być może rynkowi potrzebna jest oczyszczająca kuracja. Wzrosty, jakie po tym nastąpią, będą mieć bowiem trwalszy i długoterminowy charakter.
Niskie obroty na ostatniej sesji również wskazują na takie dwie możliwości rozwoju wypadków. Dla optymistów jest to potwierdzenie korekcyjnego charakteru spadku. Dla czarnowidzów ten mały obrót wskazuje raczej na brak chętnych do kupowania - podaż nadal wisi nad rynkiem i kiedy się zniecierpliwi, przyłoży silniej swą niedźwiedzią rękę. Należy zatem właśnie teraz zachować czujność i reagować na sygnały dochodzące z rynku. Kolejne sesje mogą nam dać odpowiedź na pytanie o kierunek trendu.