Wczorajsza sesja miała przynieść ukojenie bykom po poniedziałkowym laniu. Faktycznie, kursy nieco wzrosły, co przyniosło ulgę, ale tylko chwilową. Ten środek uśmierzający jest zdradliwy, gdyż mocno tępi zmysły. Wzrost cen cieszy posiadaczy długich pozycji, jednak warto zauważyć, że podczas tego wzrostu obrót był śmiesznie mały. Wniosek z tego jest taki, że to nie poważny atak popytu stał za zwyżką, ale raczej to podaż się cofnęła, by podpuścić kupujących.

Aktywność podaży wczoraj nie była duża. Gdyby popyt faktycznie chciał ruszyć rynkiem mógł to zrobić stosunkowo łatwo. Pierwsze sygnały kupna, które pociągnęłyby niezdecydowanych, były na wyciągnięcie ręki. Jednak z jakichś powodów pozostały poza zasięgiem wczorajszych kupujących. Pierwszym takim sygnałem mógłby być wzrost ponad poziom 1525 pkt, czyli ponad konsolidację z poniedziałku, która poprzedzała wyprzedaż z końca sesji. Drugim, już także prostym do osiągnięcia, był sygnał przełamania spadkowej linii trendu. Kostki domina pchałyby się nawzajem.

Problemem jest zawsze uruchomienie tej pierwszej kostki. Wczoraj się to nie udało. Po pierwsze dlatego, że popyt wartościowo był za słaby. Po drugie, patrząc na rynek terminowy i zachowanie LOP, widać było, że motorem wzrostów są zamykający krótkie pozycje. Za zwyżką nie stał żaden poważniejszy kupujący, który liczyłby na dalszy ruch w górę. Wzrost wydmuszka. Na koniec sesji kursy pozostały bez, nawet tego słabego, popytu i zaczęły się osuwać. Po takiej sesji nie pozostaje nic innego, jak nadal oczekiwać spadków. Dopóki nie ma na horyzoncie poważniejszego popytu, rynek za dużo nie urośnie. Pozytywnym aspektem sesji była obrona wsparcia na 1480 pkt. Tylko to jeszcze nie powód, by w obozie byków strzelały szampany.