Reklama

Pensje pod specjalnym nadzorem

Ze stanowiska prezesa nowojorskiej giełdy musiał odejść Richard Grasso, powszechnie krytykowany za to, że jego wynagrodzenie sięgnęło 140 mln USD. W Holandii Anders Moberg, prezes sieci sklepów spożywczych Royal Ahold, musiał zrezygnować z 3 mln euro, przyznanych mu przez radę nadzorczą jako stała nagroda i rozłąkowe. Klienci zaczęli bowiem bojkotować sklepy Aholda.

Publikacja: 27.09.2003 10:18

To tylko najnowsze z całej serii tego typu przypadków, które wstrząsały rynkami w wielu krajach i oburzały opinię publiczną. Szczegóły każdej afery są inne, ale rezultat zawsze taki sam. Prezes, którego zarobki inwestorzy lub klienci spółki uznają za wygórowane, musi odejść albo zgodzić się na piastowanie stanowiska za mniejsze pieniądze.

Szef New York Stock Exchange Richard Grasso zrezygnował z funkcji i odszedł z firmy, w której przepracował 36 lat. Powszechne oburzenie wywołała wysokość jego zarobków. Bo 140 mln USD to kwota horrendalna, nawet jak na amerykańskie warunki. Prezesi największych banków zarabiają tam po kilka, niekiedy kilkanaście milionów rocznie, ale nigdy aż tyle.

Moda na ład korporacyjny

Nie bez znaczenia była też modna ostatnio kwestia tzw. ładu korporacyjnego. Modna, bo po kilku aferach z oszustwami księgowymi na miliardową skalę, uczestnicy amerykańskiego rynku i wszyscy inwestorzy zaczęli baczniej przyglądać się temu, co się dzieje w spółkach, jak są zarządzane, jak i przez kogo podejmowane są kluczowe decyzje. W przypadku Grasso okazało się, że to on powoływał członków komisji wynagrodzeń giełdy, którzy wyznaczali również jego pensję. A giełda musi być przecież poza wszelkimi podejrzeniami, jak żona Cezara.

Tymczasem kilka funduszy emerytalnych zwróciło uwagę, że w radzie nadzorczej NYSE zasiadali przedstawiciele czołowych firm z Wall Street, a rada zatwierdzała przecież zarobki prezesa. W tym kontekście przypomniano, że w kwietniu największe amerykańskie banki inwestycyjne wykupiły się kwotą zaledwie 1,4 mld USD za oddalenie zarzutów, że z całą premedytacją i dla własnych zysków publikowały analizy wprowadzające w błąd inwestorów. Stąd już tylko krok do podejrzeń, że ten największy na świecie rynek papierów wartościowych działał na rzecz insiderów z Wall Street. Skarbnik stanu Kalifornia Philip Angelides wręcz zakwestionował niezależność NYSE jako regulatora rynku.

Reklama
Reklama

Wątki populistyczne

i osobiste

W aferze Grasso nie zabrakło też, oczywiście, wątków populistycznych. Tenże Angelides wołał na konferencji prasowej w Sacramento: - Pensja Grasso jest absolutnie nieuczciwa i nieracjonalna. Przeciętny Amerykanin musiałby pracować 5200 lat po 40 godzin tygodniowo, żeby tyle zarobić. Był też w sprawie Grasso wątek osobisty. Otóż jego poprzednikiem na stanowisku prezesa nowojorskiej giełdy był William Donaldson, obecny szef Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). To on zażądał szczegółowych informacji na temat zarobków Grasso i wtedy wyszło na jaw, że poza pensją należy mu się jeszcze dodatkowe wynagrodzenie w wysokości 48 mln USD. Co gorsze, informacja ta nie była wcześniej podana do publicznej wiadomości i nie wiedzieli o tym nawet niektórzy członkowie zarządu giełdy. Z tych pieniędzy Grasso zgodził się zrezygnować, ale pomogło mu to tylko na kilka dni.

Przy okazji wyszło na jaw, że Donaldson i Grasso mają ze sobą na pieńku od kilkunastu lat. W 1990 r. Donaldson, współzałożyciel banku inwestycyjnego Donaldson, Lufkin & Jenrette, został wybrany przez zarząd giełdy na jej prezesa. Grasso też ubiegał się o to stanowisko. Pięć lat później to właśnie Grasso miał spowodować odejście Donaldsona, który chciał przez jeszcze jedną kadencję sprawować funkcję szefa NYSE.

Ahold dawał zły przykład

Afera związana z wynagrodzeniem szefa Aholda wybuchła na początku września. Holendrzy dowiedzieli się wtedy, że prezes za dwa lata pracy ma dostać 6 mln euro, a firma ma kłopoty, bo w USA jest oskarżana o manipulacje księgowe i zawyżanie zysków, co może skończyć się wysoką karą pieniężną. Głos w tej sprawie zabrał nawet premier Holandii Jan Peter Balkenende, który powiedział, że sprawa wynagrodzeń w Aholdzie daje zły przykład innym spółkom w jego kraju. Dymisję zapowiedział prezes rady nadzorczej spółki. Ale o tym, że Moberg zrzekł się połowy obiecanych zarobków, przesądzili klienci Aholda, przystępując do bojkotu jego sklepów. Zdali sobie bowiem sprawę, że to w końcu oni finansują pensję prezesa. A oburzeni byli tym bardziej że to właśnie na nich Moberg postanowił się odkuć. Wyszło bowiem na jaw, że w poprzedniej pracy, kiedy kierował szwedzką Ikeą, latał samolotami w klasie turystycznej, a pociągami jeździł w II klasie. Tak czy owak, chyba po raz pierwszy o zarobkach prezesa spółki zdecydowali jej klienci, i to posuwając się do bojkotu.

Reklama
Reklama

Zazdrość potężną motywacją

Stało się tak z kilku powodów. Europejskie spółki coraz częściej ujawniają wynagrodzenia zarządów, zwiększa się aktywność akcjonariuszy, a do tego wszystkiego coraz więcej ludzi traci pracę. - Jeśli chce się wywołać masowe zainteresowanie jakąś kwestią, to wcale nie trzeba zabiegać o więcej głosów na zgromadzeniach spółek czy przypominać akcjonariuszom o ich prawach. Wystarczy wspomnieć o pensji prezesa. Zazdrość jest bowiem potężną motywacją. To zawsze działa - powiedział agencji Bloomberga Paul Frentrop, dyrektor holenderskiego oddziału europejskiej grupy Deminor, zajmującej się obroną praw akcjonariuszy mniejszościowych.

Dotychczas wysokość zarobków prezesów omawiano na posiedzeniach rad nadzorczych spółek, gdzie zazwyczaj reprezentowani są główni udziałowcy. To oni na przykład w ub.r. zmusili Percy?ego Bernevika i Goerana Lindahla ze szwajcarskiej firmy przemysłowej ABB do oddania 137 mln franków odpraw emerytalnych, do pobrania których nie byli - zdaniem spółki - upoważnieni. - Podobna sytuacja może się zdarzyć wszędzie, gdyż stale, poznajemy nowe szczegóły tak nawzajem wykluczających się pojęć jak "gwarantowane nagrody" - uważa Marco Becht, profesor na Universite Libre de Bruxelles, zajmujący się problematyką ładu korporacyjnego. Zarówno profesor Becht, jak i zarządzający funduszami odmawiają spekulacji na temat, który prezes będzie następny. Są jednak zgodni co do tego, że afera z zarobkami prezesa może w każdej chwili wybuchnąć w takiej spółce, której klienci są jednocześnie jej akcjonariuszami. Na przykład, Deutsche Telekom jest znany jako "ludowa spółka", bo jego akcje mają miliony Niemców.

Pierwszy bojkot

w sprawie pensji

W Holandii prawie 150 tysięcy klientów sklepów Aholda weszło w posiadanie akcji tej spółki w ten sposób, że zbierali znaczki wręczane im przy okazji zakupów i potem wklejali je do specjalnych książeczek. To powiązało ich bardzo emocjonalnie ze spółką, ale zapewniło tylko bardzo niewielki wpływ na to, co się w niej dzieje. Poczuli się więc oszukani, a to przerodziło się w bojkot, który może powtórzyć się wszędzie.

Reklama
Reklama

W Wielkiej Brytanii w maju akcjonariusze zyskali nowe prawo głosowania w sprawie pensji członków zarządów i dodatkowych wynagrodzeń. Wykorzystali to na walnym zgromadzeniu GlaxoSmithKline, największego w Europie producenta leków, odrzucając projekt uchwały zapewniającej prezesowi Jean-Pierre Garnierowi odprawę w wysokości aż 28 mln USD w przypadku zwolnienia z pracy. Krytykę wzbudziły też stale rosnące składki emerytalne prezesów BP Johna Browne?a i Unilevera Nialla Fitzgeralda.

Dyskusja wokół zarobków Moberga zakończyła się jednak bojkotem, a więc przyjęciem taktyki dotychczas stosowanej najczęściej do zmuszenia spółek do zmiany ich polityki socjalnej lub zaniechania działań szkodzących środowisku naturalnemu, i to bez względu na koszty. Na przykład, w 1995 r. klienci przestali kupować benzynę w stacjach należących do Royal Dutch/Shell w proteście przeciwko planom tej spółki zatopienia w Morzu Północnym platformy wiertniczej Brent Sper. Zmusiło to firmę do wydania 38 mln funtów (61 mln USD) na przetransportowanie platformy na ląd i tam zdemontowanie jej, podczas gdy zatopienie miało kosztować niecałe 5 mln funtów.

Później europejscy konsumenci sięgali jeszcze po broń w postaci bojkotu w przypadku choroby wściekłych krów i genetycznie modyfikowanej żywności. Zmusili w ten sposób sieci supermarketów do wydania pieniędzy na oznakowanie, skąd dany produkt pochodzi i jak został przetworzony.

Europejskie spółki zaczynają ujawniać zarobki prezesów

Wprawdzie ostatnio wzrosły zarobki prezesów europejskich spółek, ale wciąż są one o wiele niższe od amerykańskiej średniej. Wynagrodzenie Moberga było przecież zaledwie ułamkiem 140 mln USD pensji przyznanej prezesowi nowojorskiej giełdy Richardowi Grasso, co też się dla niego zresztą źle skończyło. Ale w 2002 r. średnie zarobki prezesów 30 spółek z indeksu Dow Jones Industrial Average wynosiły 16,4 mln USD.

Reklama
Reklama

\Pensje prezesów spółek z brytyjskiego indeksu FT-SE 100 razem z nagrodami wynosiły w ub.r. średnio 1,2 mln funtów (1,9 mln USD), ale bez opcji, programów emerytalnych i długoterminowych planów motywacyjnych. Holenderski prezes w 2001 r. otrzymał średnio 1,4 mln euro w formie pensji i dodatków. W innych krajach europejskich zarobki prezesów dopiero zaczynają być ujawniane. Szwajcarskie spółki, takie jak Novartis, publikują pensje poszczególnych członków zarządu na podstawie nowych przepisów tamtejszej giełdy, które tego wymagają. Jeszcze w ub.r. prezes Novartis Daniel Vasella odmówił ujawnienia wysokości swojej pensji, ale w tym roku poinformował, że w 2002 r. zarobił ponad 20 mln franków (14,5 mln USD). Zarobki prezesa Statoilu ujawniono przy okazji jego rezygnacji ze stanowiska. Musiał odejść, gdyż spółka jest podejrzana o przekupienie irańskiego urzędnika. Dostanie jednak odprawę w wysokości dwuletniego wynagrodzenia, a rocznie zarabiał ok. 3,5 mln koron, czyli prawie pół miliona dolarów.

Niemieckie spółki są obecnie zobowiązane do publikowania jedynie łącznych zarobków całego zarządu. Tamtejsza komisja do spraw ładu korporacyjnego nalega jednak, by ujawniano pensje poszczególnych członków władz spółek i podawano je do publicznej wiadomości na stronach internetowych. n

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama