Czy wicepremier Jerzy Hausner jest w stanie przeforsować jakiekolwiek redukcje wydatków na forum rządu, a później parlamentu?
Wydaje się, że łatwiej mu będzie przeforsować swoje propozycje na forum rządu, bo tu już udało mu się kilka rzeczy wygrać. Chodzi np. o ustawę o wolności gospodarczej, która przeszła mimo wielu oporów, czy też obniżkę podatku CIT. Myślę więc, że za cenę pewnych ustępstw, jak np. zaniechanie likwidacji PFRON, a w zamian za zwiększenie redukcji wydatków administracyjnych, rząd przyjmie plan Hausnera. Trudniej będzie w parlamencie, bo przecież zbliża się rok wyborczy, a cięcia zawsze są decyzją trudną politycznie. Wszystko zależy od argumentacji rządu, który musi podkreślać, że zaniechanie redukcji teraz oznacza jeszcze większe problemy za rok.
Czy przyszłoroczne redukcje na poziomie 3,5-3,8 mld zł to wystarczająca suma?
Biorąc pod uwagę sytuację polityczną, uważam, że te 3,5 mld zł wcale nie jest sumą małą. Zmniejszenie deficytu o taką kwotę oznacza automatycznie oddalanie się od granicy długu publicznego na poziomie 55% PKB. Szkoda tylko, że rząd nie zamierza tego przeprowadzić w formie autopoprawki do budżetu, która uwiarygodniałaby rządowe zamiary.
Czy będąc na miejscu wicepremiera, szukałby Pan oszczędności w tych samych sferach finansów publicznych co J. Hausner?