Czy wicepremier Jerzy Hausner jest w stanie przeforsować jakiekolwiek redukcje wydatków na forum rządu, a później parlamentu?
Myślę, że znaczna część SLD jest na tyle rozsądna, iż widzi przed finansami publicznymi przepaść. To samo dotyczy opozycji. Ona musi sobie zdać sprawę z tego, że nie można gnębić przeciwnika dla zasady w sytuacji, gdy podejmowane przez niego działania są bezdyskusyjnie słuszne. Dlatego widzę szansę na powodzenie reform.
Czy przyszłoroczne redukcje na poziomie 3,5-3,8 mld zł to wystarczająca suma?
Według mnie to, ile zaoszczędzimy w przyszłym roku, ma mniejsze znaczenie od tego, czy stworzymy perspektywę redukcji wydatków w latach następnych. Jeżeli np. z tytułu podnoszenia wieku emerytalnego kobiet w roku przyszłym zaoszczędzimy mniej, niż zakładamy, to nic, jeżeli dzięki temu w latach następnych uda się zaoszczędzić więcej dzięki wprowadzonej teraz zasadzie. Rynki finansowe nie patrzą na nas w perspektywie kilku, czy kilkunastu miesięcy, tylko w perspektywie kilku lat. Ich przedstawiciele potrafią sobie wyliczyć, jakie efekty za kilka lat przyniosą działania podjęte dziś.
Czy będąc na miejscu wicepremiera, szukałby Pan oszczędności w tych samych sferach finansów publicznych co J. Hausner?