Na wczorajszej sesji mieliśmy następny atak popytu. Można założyć, że była to kolejna część planu. Na razie jego przebieg jest następujący: sporo otwartych długich pozycji na kontraktach w poniedziałek. We wtorek cofnięcie popytu i odbieranie papierów od zniecierpliwionych graczy, którzy obawiali się, że poniedziałkowy wyskok miał tylko jednodniowy charakter. Środa była kolejnym dniem zakupów, ale spokojnych. Otwierały się kolejne długie pozycje na rynku terminowym i ciągle nabywano akcje.

Ten spokojny popyt sprawił, że przełamywane były kolejne opory techniczne. Najpierw pokonany był wtorkowy szczyt. Następnie kupujący doprowadzili do wyjścia ponad poziom 1660 pkt. Było to o tyle ważne, że to okolice zniesienia (61,8%) całego spadku od szczytu. Wyjście nad to zniesienie potwierdza, że nie mamy obecnie jedynie do czynienia z korektą spadków. Nie jest wykluczone, że te już mamy za sobą, a obecny wzrost jest już kolejnym impulsem, który może nas zaprowadzić wysoko. Być może jeszcze wyżej niż we wrześniu.

To dość śmiałe oczekiwania, jak na końcówkę wczorajszej sesji. Po sporym wzroście końcowy spadek nie powinien raczej sugerować kontynuacji ruchu w górę. Niby tak, tylko że o rynku nie świadczy jedynie końcówka sesji, ale jej cały przebieg. Liczba otwartych pozycji przez cały czas notowań stabilnie rosła. Spadek cen w końcowej części sesji należy raczej przypisać zamykającym długie pozycje day-traderom, którzy z złożenia na noc z otwartymi pozycjami nie zostają. Potwierdza to spadająca LOP. Nie są to więc nowe krótkie pozycje i można liczyć, że kolejne dni będą pomyślne dla właścicieli długich pozycji. Te nastawienie może się zmienić jeśli będziemy mieli do czynienia, poważnym atakiem podaży, który spowoduje choćby zejście poniżej 1630 pkt, czyli pod poziom wczorajszej konsolidacji z przedpołudnia.