Sytuacja budżetowa pozostaje jednym z wiodących tematów na giełdzie. Diagnoza jest klarowna. Dalsze narastanie długu publicznego grozi załamaniem ożywienia gospodarczego.
Bez impulsu dla giełdy
Strategia rządu zakłada zwiększanie zobowiązań państwa przez kolejne dwa lata. W efekcie jedynie splot korzystnych okoliczności może spowodować, że sternik naszej gospodarki, wicepremier Jerzy Hausner, nie sprowadzi jej na mieliznę. Reakcje rynków w drugiej połowie mijającego tygodnia - schłodzenie koniunktury na giełdzie, spadek wartości złotego oraz wzrost rentowności obligacji - były odwrotne do obserwowanych w pierwszej. To oznacza, że z planem cięć budżetowych wiązano spore nadzieje, ale ostatecznie nieco rozczarował on inwestorów. Wszystkie działania przewidywane w programie mają nas ratować przed bardzo poważnymi problemami, w mniejszym zaś stopniu uzdrawiają finanse publiczne. Dlatego z tej strony trudno upatrywać pozytywnego impulsu dla giełdy.
Niepewność na świecie
Sytuacja na zagranicznych parkietach, szczególnie amerykańskich, jest daleka od wyjaśnienia. Nadzieje na to, że hossa na świecie będzie trwać i podnosić wyceny polskich papierów, jest duża. To, czy światowe giełdy będą kontynuować marsz w górę, w dużym stopniu zależy od reakcji inwestorów na obniżenie prognozy na IV kwartał przez barometr amerykańskiej gospodarki - firmę General Electric. Przecena akcji będzie oznaczać, że światowe rynki myślami wybiegają już w przyszłość i oceniają, że pod sporym znakiem zapytania stoi możliwość utrzymania dynamiki zarówno poprawy koniunktury gospodarczej, jak i zysków przedsiębiorstw.