Wczorajsza wyprzedaż była następstwem spadającej gwiazdy wyrysowanej w środę, na dziennych świeczkach indeksu. Ostatnim elementem potwierdzającym odwrócenie trendu miało być zejście kontraktów i indeksu pod poziom górnego ograniczenia ostatniej kilkudniowej konsolidacji. Pierwsze podejście do wsparcia mieliśmy na początku sesji. Fundusze zupełnie odpuściły rynek, koncentrując się na zamieszaniu na rynku walutowym. Przebudziły się dopiero niemal idealnie na wsparciach, paroma zleceniami oddalając przecenę. Styl był jednak żałosny. Wyprzedaż akcji (około 50 mln) z pierwszej godziny sesji została w kilka minut naprawiona dwoma małymi koszykami zleceń. No cóż, wady (zalety?) mało płynnego rynku.
Tyle tylko, że to, co się stało zbawieniem byków, na koniec sesji było ich przekleństwem. To właśnie raz jeszcze "koszykowa" wyprzedaż akcji doprowadziła do rynkowej rzezi byków. Do znudzenia jednak będę zwracał uwagę na fakt, że przy tego rodzaju dużych ruchach, bardzo często pierwszy rusza rynek terminowy, gdzie niemal zawsze widać wyróżniające się dziwne transakcje na kontraktach. Oczywiście, często jest to arbitraż, wyjątkowo aktywnych ostatnio funduszy. Ale trudno takim nazwać otwieranie dużej pozycji w kontraktach dokładnie w tym samym kierunku, w którym za moment pojawiają się koszykowe zlecenie na rynku kasowym.
Jeśli któryś z czytelników nie potrafi tak ładnie zainicjować przeceny lub koszykami obronić wsparcia... pozostaje mu analiza techniczna, która na wczorajszej sesji święciła triumfy. Najpierw wspomnianym potwierdzeniem spadającej gwiazdy, a później porażką wsparcia na 1692 pkt, co oznaczało nieuchronny test bariery popytowej w obszarze 1635-40 pkt. Taka sesja tylko potwierdziła, że o pokonaniu wrześniowych szczytów należy na jakiś czas zapomnieć.