W czwartek pojawiły się obawy, że rząd, który jest gabinetem mniejszościowym, może nie być w stanie obronić swojego projektu budżetu na przyszły rok. Złoty tracił na wartości, słabł też szybko rynek polskich obligacji skarbowych. Dodatkowo pojawiły się spekulacje o rezygnacji Premiera Leszka Millera, co oznaczałoby stworzenie nowego rządu lub rozpisanie przedterminowych wyborów.
Jednak jeszcze w czwartek zaczęło rosnąć poparcie dla projektu budżetu przedstawionego przez rząd. Część mniejszych kół poselskich zadeklarowało, iż projekt poprzeć wciąż wahał się były koalicjant Sojuszu lewicy Demokratycznej (SLD) i Unii Pracy (UP) - Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL), które ostatecznie zdecydowało w piątek tuż przed głosowaniem o wprowadzeniu dyscypliny klubowej dotyczącej obecności na głosowaniu oraz oddania głosu za wnioskiem o odrzucenie projektu budżetu.
Projekt budżetu na przyszły rok zakłada wzrost deficytu budżetowego do 45,5 mld zł z 38,7 mld zł w roku 2003. Wydatki wzrastają o ponad 10%, choć jedynie po części wzrost ten wynika z kosztów integracji europejskiej.
Wielu obserwatorów uważa, iż jest to budżet znacznej ekspansji fiskalnej, nie zmierzający w stronę reformy finansów publicznych w Polsce, która jest powszechnie wśród ekonomistów uznawana za konieczność. Polskie finanse publiczne są bowiem w wyjątkowo trudnej sytuacji.
Największym zagrożeniem dla finansów państwa oraz dla utrzymania odnotowywanego przyśpieszenia wzrostu gospodarczego jest dynamiczny przyrost poziomu długu publicznego w stosunku do Produktu Krajowego Brutto (PKB), obecnie szacowanego już na poziomie ok. 50%. Groźba przekroczenia wkrótce 55-procentowego i później 60-procentowego progu jest na tyle realna, że brak głębokich i systemowych zmian (cięć) w wydatkach budżetowych w Polsce może doprowadzić do poważnego kryzysu finansowego.