Nowe przepisy mają usprawnić system pośrednictwa pracy oraz skłonić bezrobotnych do podejmowania prac gorzej opłacanych i wymagających niższych kwalifikacji, niż wyuczony zawód. Zmniejszono zatem wysokość zasiłków pobieranych przez 2 mln długotrwale bezrobotnych, zaostrzono zasady przyznawania pomocy społecznej tym bezrobotnym, którzy odrzucają mniej płatne prace oraz przyjęto zasadę, że zanim ktoś zacznie ubiegać się o zasiłek, musi przynajmniej częściowo wykorzystać oszczędności.
Mniejsza
pomoc państwa
- Kto odrzuca akceptowalne miejsca pracy, ten nie może liczyć na pomoc ze strony państwa - przekonywał podczas debaty w parlamencie minister gospodarki i pracy Wolfgang Clement. Za przyjęciem ustawy o przekształceniu Federalnego Urzędu Pracy w nowoczesną agencję pośrednictwa pracy głosowało 304 deputowanych z partii tworzących koalicję rządową, SPD i Zielonych. Przeciwko było 294 posłów opozycji. Zaostrzenie sankcji wobec bezrobotnych poparło 306 parlamentarzystów, a 291 było przeciwnych. Jeden deputowany reprezentujący Zielonych, Werner Schulz, w obu przypadkach wstrzymał się od głosu.
Kanclerz Gerhard Schroeder zagroził wcześniej, że poda się do dymisji, jeśli koalicja nie uzyska w głosowaniu samodzielnie większości. Lewicowe skrzydła SPD i Zielonych miały początkowo zastrzeżenia do uchwalonych w piątek rozwiązań, gdyż stanowią one - ich zdaniem - zbyt duże obciążenie dla najbiedniejszych obywateli. We wrześniu było w Niemczech 4,39 mln bezrobotnych, najwięcej od prawie 4,5 roku. Wątpiących przekonała nie tyle groźba dymisji kanclerza, co argumenty gospodarcze. Przez ostatnie dwa lata tempo wzrostu niemieckiej gospodarki nie przekraczało 1%, a w pierwszym półroczu br. odnotowano tam recesję. Jednocześnie od 14 marca, kiedy Schroeder przedstawił w parlamencie plan cięć budżetowych i redukcji podatków, główny indeks niemieckiej giełdy DAX wzrósł o 50%.