Na większości rynków zagranicznych byki oddały pole sprzedającym. Wiele wskazuje na to, że na parkiecie amerykańskim będziemy mieli do czynienia z cykliczną korektą wzrostu. Możliwe jednak, że nie będzie ona przebiegała według najbardziej pesymistycznego scenariusza. Październikowa hossa na S&P 500, mimo że wyniosła indeks do nowego szczytu, nie miała jednak gwałtownego charakteru. Przypomina się sytuacja z sierpnia, gdy korekta była krótkotrwała i wprowadziła niedźwiedzie w błąd. Z drugiej strony czujność jest wskazana. Zwężają się wstęgi Bollingera, co zapowiada nadejście silnego ruchu.
Ciekawa sytuacja jest na wykresie Nasdaq. Poziom 1950 pkt pozostaje silną barierą podażową. Jego historia sięga lat 2001-2002, kiedy to stanowił barierę dla średnioterminowych trendów.
W najbardziej ciekawym kierunku rozwija się sytuacja na giełdzie tokijskiej. W piątek Nikkei zmagał się z poziomem 11 033 pkt stanowiącym opór wyznaczony przez szczyt z września. Ponadto indeks oscyluje w okolicy lokalnego szczytu z czerwca 2002 r. Piątkowe zamknięcie wypadło zaledwie kilka punktów powyżej oporu. Trudno to nazwać zdecydowanym wybiciem, bo w czasie sesji byki wycofały się, mimo że wcześniej wyprowadziły indeks nawet do 11 112 pkt. Ostatecznie wciąż nie ma rozstrzygnięcia patowej sytuacji. Jednak wydaje się, że mogą być problemy ze sforsowaniem oporów. Sytuację pogarszają kształtujące się od dość dawna negatywne dywergencje MACD. Czy inwestorów przestraszy wizja podwójnego szczytu?
Z wrześniowymi oporami nie radzi sobie na razie DAX, choć póki co nie ma powodów do nadmiernego pesymizmu. Pozostaje jeszcze pewna przestrzeń do wsparcia na 3500 pkt. Na tym tle dobrze wypada ostatnio rynek londyński. FTSE pokonał letnie szczyty i wciąż trzyma się mocno. W Europie Środkowowschodniej najbardziej atrakcyjnie prezentuje się rynek węgierski. BUX wciąż znajduje się w pobliżu tegorocznego szczytu, a kolejne korekty są dość płytkie.