Otwarcie wczorajszych notowań zapowiadało przedłużenie serii spadkowych sesji do sześciu. Jednak po otwarciu na poziomie 1510 pkt, WIG20 rósł praktycznie przez całą sesję. Ostatecznie na zamknięcie notowań indeks miał 1546,6 pkt, tj. 0,6% więcej niż dzień wcześniej. Luka bessy, która początkowo pojawiła się na wykresie notowań, została zakryta. Wydarzenia te rozegrały się na poziomie linii trendu, biorącej początek w kwietniu i w bezpośredniej bliskości wsparcia, które wyznacza dołek z końca września. To sprawia, że krótkoterminowy trend spadkowy odszedł najprawdopodobniej w zapomnienie. Przy założeniu, że rynek znajduje się w konsolidacji, ograniczanej poziomami 1477 i 1712 pkt, teraz należy oczekiwać ruchu w kierunku górnej granicy opisywanej tendencji. Najbliższe dni zapowiadają się zatem udanie dla posiadaczy akcji. Do takiego wniosku skłania właśnie wspomniana linia trendu. Gdyby jej nie było, można by argumentować, że spadek jest po pierwsze zbyt gwałtowny, a po drugie - nie dotarł jeszcze do dolnej granicy konsolidacji, żeby już teraz oczekiwać wzrostu notowań. Założenie o kontynuacji trendu bocznego wydaje się szczególnie uzasadnione, jeśli spojrzeć na wykres tygodniowy WIG20. Widać na nim nie tylko długie cienie świec, kiedy na wykresie indeksu kształtowały się szczyty, ale także długie dolne cienie w okolicach 1500 punktów, gdy na rynku dochodziło do zatrzymania spadków. Dlatego wybicie w dół wydaje się w tej chwili mało prawdopodobne.

Od połowy lipca, kiedy trend wzrostowy na giełdzie wyraźnie przyspieszył, lepiej od dużych spółek prezentują się średnie i mniejsze firmy. Tylko pod koniec sierpnia i na przełomie września oraz października rynek skoncentrował się na największych spółkach. Wygląda na to, że teraz największe firmy ponownie znajdą się w niełasce. Siła relatywna, mierząca zachowanie Indeksu Cenowego Parkietu i WIG20, wraca do trendu wzrostowego. Akcje znajdujące się w trendzie wzrostowym łatwiej będzie znaleźć poza indeksem WIG20.