Ostatnią sesją tygodnia, podobnie jak kilka poprzednich, zdominowali arbitrażyści korzystający z wyzerowania różnicy pomiędzy wartością indeksu i kontraktu terminowego. Liczba otwartych pozycji znów obniżyła się, osiągając na zamknięciu wartość 16 225. Wydaje się, że są to już resztki, jakie pozostały do zamknięcia, wszak LOP spadł z prawie 26 tysięcy otwartych pozycji, jakie były w okolicach szczytu - 1750 pkt.
Zamykanie pozycji arbitrażowych potwierdza też zachowanie spółek o niskim free float, a które znajdują się w składzie indeksu. Między innymi wyprzedawane było Świecie. W chwilach wyzerowania bazy, do transakcji na tej spółce dochodziło niemal co minutę.
Nie wyciągałbym z tego faktu pochopnego wniosku, że teraz czekają nas wzrosty. Rynek na razie spada, a na wykresie WIG20 budowana jest formacja podwójnego szczytu. Pierwsze wsparcie indeksu, na poziomie 1530 pkt, zostało naruszone w czwartek. Kolejne, wyznaczone linią trendu wzrostowego zaczynającego się w maju, znajduje się nieco niżej, na poziomie 1475-85 pkt. Jest to jednocześnie dołek poprzedniej korekty i linia wsparcia na wykresie futures. Pokonanie tej strefy będzie silnym sygnałem sprzedaży. W korzystniejszym wariancie, gdyby rynek zaczął teraz rosnąć - zarysuje się formacja klina, którą można będzie interpretować jako element hossy.
Niskie obroty na akcjach nie świadczą w tej chwili o niczym. Jest to wynik albo braku podaży na tych poziomach, albo podaż nie atakuje z powodu braku popytu. Problem z finansowaniem budżetu i słabość złotówki nie są zachętą do zakupów. Ale gdy złoty zakończy spadek, należy liczyć się z poprawą nastrojów, która wywoła falę wzrostową. Na razie jednak nastroje nie są najlepsze.