- Trichet zmierzy się z nowymi warunkami. Nie możemy wykluczyć ostrego spadku dolara, który może być rezultatem deficytów w USA - mówił niedawno Roman Herzog, zastępca przewodniczącego Komitetu Parlamentu Europejskiego ds. Gospodarki i Polityki Pieniężnej. - W takim wypadku jedynym rozwiązaniem, jakie ma EBC, będzie zdecydowana obniżka stóp procentowych, by zlikwidować różnicę w stosunku do USA - dodał. Ewentualne dalsze umacnianie się wspólnej waluty w stosunku do dolara jeszcze bardziej zmniejszy konkurencyjność eksportu z naszego kontynentu.
Kolejne wyzwanie dla nowego prezesa to spirala rosnącego długu publicznego w kilku krajach strefy euro. Francja, Niemcy i Włochy apelują nawet o rozluźnienie reguł budżetowych obowiązujących w Unii. Parę dni temu Jean--Pierre Raffarin, premier Francji, wezwał Tricheta, by pomógł gospodarkom mającym kłopoty. - Oczekuję, że poprzez swoje decyzje i powiązania pomoże on strefie euro wejść na ścieżkę wzrostu - mówił.
Ekonomiści sądzą, że Francuz nie wprowadzi zasadniczych zmian w strategii banku krajów strefy euro. Nie wszyscy wierzą jednak w bezstronność Tricheta. Niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" napisał niedawno: "Połowa Europy zadaje sobie pytanie: Czy od 1 listopada Trichet będzie niezależnie kierował pracami EBC, czy też będzie tam człowiekiem Jacquesa Chiraca?".