Po dwóch miesiącach zmagań kupujący zdołali wreszcie przełamać w poniedziałek opór w strefie 1040-1050 pkt dla S&P 500. To po raz kolejny oddala groźbę ataku na średnioterminowe wsparcia. Jednocześnie ten sukces byków nie gwarantuje sowitych zysków. Indeks porusza się w górę w bardzo ślamazarnym tempie. Od szczytu z połowy czerwca zyskał niecałe 5%. Jednak wiara we wzrost gospodarki USA w przyszłym roku powoduje, że sprzedających nie ma zbyt wielu. Bez tego trudno myśleć o trwalszej zniżce. Rynek w dalszym ciągu skupia się na dobrych informacjach. Ignoruje te niekorzystne, jak na przykład o zwiększeniu się w październiku ogłoszonej przez pracodawców liczby zwolnień o 125%. Wyniosła ona blisko 172 tys. osób i była najwyższa od października 2002 r. To ogranicza szanse na rychłą poprawę na rynku pracy. A bez niej ożywienie gospodarcze nie będzie pełne. W kontekście tej informacji duże znaczenie będą miały publikowane w piątek dane z amerykańskiego rynku pracy.

Przebijając poziom 1050 pkt S&P 500 otworzył sobie drogę do osiągnięcia 50-proc. zniesienia bessy. Znajduje się ono na wysokości 1090 pkt. Warto jednak odnotować, że poniedziałkowemu przebiciu oporu towarzyszyły dość małe obroty. Brakowało też zwyżce dynamiki. To sygnalizuje, że wzorem ostatnich miesięcy sukces byków może być nietrwały i indeks szybko powróci poniżej pokonanej bariery. To wariant dość prawdopodobny, biorąc pod uwagę zmniejszającą się od dłuższego czasu szerokość rynku. To sytuacja charakterystyczna dla formowania szczytów. Niestety, nie pozwala określić momentu odwrócenia trendu.

Kończący się okres publikacji wyników spółek w USA skłania do podsumowań. Wśród ogólnego zadowolenia ze skali poprawy zysków giną informacje mówiące o rzeczywistych przyczynach poprawy. Zyski przed opodatkowaniem zwiększyły się od dołka z III kwartału 2001 r. o 45%. 29 pkt proc. z tego jest zasługą wzrostu produktywności pracy, czyli mniejszych kosztów. Wzrost cen produktów dodał do tego 4 pkt proc., zaś produkcji 8 pkt proc. To potwierdza, że warunki rozwoju firm są w dalszym ciągu trudne i nie zmienia tego imponujący przyrost PKB.