Ostatnia sesja nie wpłynęła na obraz rynku obligacji. Inwestorzy handlowali papierami niezbyt chętnie, zmiany kursów były niewielkie. Skala październikowej wyprzedaży sprowadziła ceny do poziomów, jakie trudno było sobie wyobrazić kilka tygodni wcześniej. To wyzwoliło spekulacyjny popyt na początku tego miesiąca. Z drugiej strony, nie pojawiły się żadne fundamentalne czynniki, które dawałyby szanse na trwałą poprawę koniunktury. Stąd inwestorzy oglądają każdą złotówkę z dwóch stron, zanim wydadzą ją na zakup obligacji. Nie dziwi więc, że zapału do kupna wystarczyło tylko na pierwsze trzy listopadowe sesje.

W sumie rentowność obligacji jest obecnie ok. 35 pkt bazowych niższa niż na ostatnim szczycie. To niewiele, biorąc pod uwagę skalę przeceny z minionych tygodni. W poniedziałek po południu dochodowość wyniosła 6,18% dla dwulatek, 6,68% dla pięciolatek i 6,84% dla dziesięciolatek.

Rynek w USA nie pracował wczoraj ze względu na Dzień Weterana. W poniedziałek rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich doszła do 4,46%, czyli poziomu z połowy października. Przekroczenie tej granicy będzie prawdopodobnie tożsame z wybiciem ponad tegoroczne maksimum. To potwierdzałoby rozpoczęcie na rynku papierów skarbowych trwałej dekoniunktury.