Kilka dni temu dotarły do nas informacje, że dwie z trzech najważniejszych agencji ratingowych świata zdecydowały się zmienić swoje oceny ryzyka długu Polski. Niby nic w tym dziwnego, w końcu wszystko jest w ciągłym ruchu, zmienia się sytuacja gospodarcza oraz sytuacja finansów publicznych. Zmiany ocen są więc czymś normalnym. Tyle tylko, że w tym przypadku wnioski z analizy sytuacji przeprowadzonej przez specjalistów nie są takie same.

W pierwszym przypadku dokonano podniesienia perspektywy dla długu denominowanego w walutach obcych. Pozostałych ocen nie zmieniono i są one na dość wysokim poziomie. Na pierwszy rzut oka może to prowadzić do wniosku, że sytuacja w Polsce się przynajmniej nie pogorszyła. Podniesienie ratingu w walutach może co najwyżej sugerować, że jest pewne ryzyko związane z kursem walutowym. Czyli innymi słowy, pewniej jest kupić papiery nominowane w walutach, bo wtedy nie ma ryzyka związanego ze zmianą kursu złotego wobec danej waluty obcej (a to ryzyko jest odczuwalne szczególnie ostatnio). Albo jeszcze inaczej: podniesiono by perspektywy dla waluty krajowej, gdyby nie było tak dużego ryzyka walutowego. Ale jeśli chodzi o kwestie obsługi zadłużenia, to na pewno nie jest gorzej, niż było. Utrzymano bowiem poprzednio przyznane ratingi. Nie ma więc specjalnego zagrożenia. Ponieważ podniesiono ocenę dla większości państw wchodzących do Unii Europejskiej (choć nie dla wszystkich, zwrócono na przykład uwagę na trudną sytuację fiskalną w Czechach), więc z pewnością właśnie ten fakt miał dość istotne znaczenie.

W drugim przypadku obniżono rating Polski w walucie krajowej. Tłumaczono to pogorszeniem sytuacji finansów publicznych i niewiarą agencji w to, że program racjonalizacji wydatków publicznych uda się wdrożyć. Pogorszenie stanu finansów jest faktem. Co do prawdopodobieństwa wdrożenia planu naprawy zdania są podzielone. Ale rzeczywiście na razie projekt nie ma jednoznacznego poparcia ani politycznego, ani społecznego. No i jest kwestia następnych wyborów parlamentarnych. Czy rzeczywiście w ich przededniu rząd zdecyduje się jednak na dość radykalne zmiany- Pamiętajmy ponadto, że plan musi się przerodzić w całą paletę przepisów prawnych, włącznie ze stworzeniem nowych ustaw czy też nowelizacją obowiązujących. A to jest czasochłonne i może prowadzić do dodatkowych targów przy konkretnych rozwiązaniach. Czyli innymi słowy, mamy zarys reform, ale na razie nie bardzo wiadomo, czy uda się je zrealizować.

Zastawmy jednak kwestie tego, która agencja ma rację. Chciałbym się raczej zastanowić nad tym, jak to jest możliwe, że oceny dokonane przez renomowane firmy mogą się tak różnić. Na pewno częściowo można to wytłumaczyć faktem, że dotyczą one innego rodzaju zadłużenia (waluty obce i waluta krajowa). Ale tylko częściowo, bo jeśli argumentem za obniżeniem ratingu jest pogarszająca się sytuacja finansów publicznych, to zadłużenie denominowane w walutach będzie musiało to odczuć. W końcu to też zadłużenie Polski. O co więc chodzi-

Oczywiście, można mówić o tym, że każdy ma prawo brać pod uwagę różne czynniki. Trudno przecież powiedzieć, które są najważniejsze. Można argumentować, że każda firma ma swoich analityków, a oni mają prawo do własnych osądów. Mimo wszystko coś tu jednak nie gra. Jeśli jedni mówią, że jest dobrze, a drudzy, że jest źle, a do tego się to sprowadza, to znaczy, że zbyt dużo jest dowolności w interpretacjach. I jak w takiej sytuacji mają się zachować inwestorzy" Przecież to im głównie mają pomagać firmy oceniające ryzyko. To po to dokonują one różnego rodzaju analiz. Żeby było śmieszniej, to trzecia z wielkiej trójcy agencji ratingowych też wypowiedziała się kilka tygodni temu, podtrzymując dotychczasowe oceny. Czyli w sumie, to znaczy licząc średnią z tych ocen, jest stabilnie, czyli chyba nie jest tak źle. Tylko czy na pewno o to chodzi, żeby z ratingów różnych firm wyciągać średnią i na tej podstawie podejmować decyzje inwestycyjne"