Środowe notowania na giełdach nowojorskich rozpoczęły się od umiarkowanego wzrostu indeksów. Już drugi dzień z rzędu uwaga inwestorów skupiła się przede wszystkim na akcjach potężnego konglomeratu - General Electric, którego walory zdrożały przed południem o 3,3%. O ile dzień wcześniej tej największej spółce pod względem kapitalizacji na świecie sprzyjały lepsze rekomendacje, to wczoraj pozytywny sygnał nadszedł już z samej firmy. GE zapowiedział wydzielenie ze swoich struktur jednostki ubezpieczeniowej i wprowadzenie jej na giełdę, a także zapowiedział poprawę wyników. Na uwagę zasługiwał też wzrost kursu spółki produkującej podzespoły wykorzystywane w telefonach komórkowych Analog Devices (+4,7%), która przedstawiła wczoraj lepsze od oczekiwanych wyniki i zapowiedziała wypłatę pierwszej w historii dywidendy. Pozytywny impulsem dla giełdy był też raport mówiący o rekordowej liczbie rozpoczętych nowych budów w USA w październiku. Natomiast z pewnością czynnikiem, który ograniczał chęć inwestorów do kupowania akcji, była nerwowa sytuacja po ostatnich zamach przeprowadzonych przez Al-Kaidę. Negatywnie na nastroje na rynku mogła wpłynąć też nowa afera w amerykańskim sektorze finansowym. FBI aresztowało kilkadziesiąt osób działających na rynkach walutowych, oskarżając je o narażenie inwestorów na straty idące w miliony dolarów. Do godz. 22.00 naszego czasu indeks Dow Jones zyskał 0,73% a wskaźnik Nasdaq Composite wzrósł o 0,99%.
Tymczasem w Europie dominowały spadki. Taniały, już po raz kolejny, przede wszystkim spółki o profilu eksportowym. Inwestorzy pozbywają się ich papierów ze względu na trwającą deprecjację dolara wobec euro. W takich okolicznościach np. o 2% spadły notowania holenderskiego Philipsa. O ponad 2,2% obniżył się kurs akcji szwajcarskiego banku UBS, którego pracownicy zostali aresztowani w USA przez FBI. Londyński wskaźnik FT-SE 100 stracił wczoraj 0,63%, frankfurcki DAX obniżył się o 0,38% a paryski CAC-40 spadł o 0,28%.