Inwestorzy z giełd europejskich i amerykańskich nie przejęli się zbytnio negatywnymi sygnałami płynącymi z rynku japońskiego. Mimo że kilka sesji temu tamtejszy Nikkei 225 wybił się z konsolidacji w dół, co oznacza zmianę trendu na spadkowy, to na pozostałych głównych rynkach świata indeksy testują tegoroczne maksima. S&P500 po obronie dolnego ograniczenia klina zwyżkującego, powrócił więc do znajdującego się tuż pod 1060 pkt oporu. Wyznaczają go lokalne szczyty z początku listopada, które zarazem oznaczają najwyższą wartość indeksu od maja 2001 roku. Przebicie tej bariery wprawdzie będzie potwierdzeniem trendu wzrostowego, ale niekoniecznie będzie to dobra okazja do kupna. Znacznie ważniejszy jest bowiem poziom około 1070 pkt, gdzie znajduje się górne ograniczenie, kształtującego się od początku lipca klina. Po wybiciu się indeksu ponad ten poziom z czystym sumieniem będzie można przystąpić do zakupów akcji, które powinny wywindować S&P500 do 1170 pkt. Sygnał sprzedaży pojawi się natomiast dopiero po spadku poniżej 1030 pkt.
Przed sygnałami sprzedaży wybronił się na ostatnich sesjach niemiecki DAX. Spadki indeksu zatrzymały się dokładnie na wsparciu, wyznaczanym przez wzrostową linię trendu oraz przez lokalny szczyt z września. Dopóki więc okolice 3650 pkt nie zostaną pokonane, granie na zniżkę nie będzie miało większego sensu. O kontynuacji trendu wzrostowego będzie można mówić, gdy indeks pokona ostatni szczyt (3797 pkt). Wybicie się ponad ten opór nie będzie jednak oznaczało łatwych wzrostów. DAX cały czas bowiem porusza się tuż poniżej długoterminowej linii trendu spadkowego, która wyznacza zapoczątkowaną w 2000 roku bessę. Linia ta znajduje się w okolicy 4000 pkt i będzie miała duży wpływ na przebieg sesji w najbliższym czasie. Gdyby bykom nie udało się jej sforsować, mogłoby to oznaczać, że długoterminowy trend spadkowy ma się dobrze i pora wskoczyć w niedźwiedzią skórę.