Nic nie pomogły ostatnie przestrogi przed bardzo mocnym nawisem podaży w obszarze konsolidacji od końca października do połowy listopada. Przedsionkiem tej "ścieżki zdrowia" dla popytu jest luka bessy z 17 listopada i choć szans na jej zakrycie z marszu było niewiele, byki niesione poniedziałkowym optymizmem uparły się na testowanie tych poziomów. Upór mógł dziwić nie tylko ze względu na siłę oporów, ale na doświadczenia z zeszłego tygodnia, gdy w poniedziałek ruszyliśmy do mocnych wzrostów, tygodniowe maksimum ustanowiła właśnie wtorkowa sesja, a po środowej lekkiej korekcie oglądaliśmy czwartkową wyprzedaż. Czyżby powtórka tego schematu miała być kontynuowana także w tym tygodniu? Analogiczne zachowanie oznaczałoby na dzisiaj powrót kontraktów poniżej połowy rozpiętości poniedziałkowej świecy, czyli w pobliże 1500 pkt (zniesienie 38,2-proc. fali wzrostowej od dołka z 20 listopada).

Powrócić za to na pewno powinniśmy przynajmniej raz jeszcze do testowania wspomnianej luki bessy. Pojedynczym szczytem takie wzrosty z reguły się nie kończą. Tak więc ewentualne spadki na najbliższych sesjach uznałbym jeszcze nie za początek odwrotu, ale za zbieranie sił przed końcową rozgrywką na lukach bessy. To najmniej przyjemny etap, bo często towarzyszy mu zwiększona zmienność i sporo chaosu, o co bardzo łatwo przy ostatnim upowszechnieniu koszyków zleceń. A kiedy kolejna próba zakrycia luki? Też pytanie - wszyscy wiedzą przecież, że w kolejny poniedziałek. To ostatni termin, by inwestorzy nie poczuli rozczarowania brakiem kontynuacji wzrostów. Jak mawiał chiński generał i filozof Sun Tzu - "Oblegając miasto, wyczerpujecie swe siły i zasoby". Zbyt długa konsolidacja tuż pod luką bessy przyniesie więc klęskę byków.