SEC ma głosować nad projektem J. Reeda, byłego prezesa Citigroup, 17 grudnia. Akceptacja jednak jest raczej przesądzona, tym bardziej że tymczasowy prezes giełdy nowojorskiej otrzymał pełne poparcie szefa komisji Williama Donaldsona. SEC zapowiada jednak, że w przyszłym roku jeszcze raz dokładnie przyjrzy się działalności NYSE w ramach planów kontroli całego amerykańskiego rynku kapitałowego.
Wśród najważniejszych zmian, jakie proponuje J. Reed, jest zmniejszenie liczby członków rady nadzorującej giełdę, z 27 obecnie, do 8. Wśród nich nie będą mogły się już znajdować osoby związane z innymi instytucjami rynku kapitałowego oraz spółkami notowanymi na nowojorskiej giełdzie, co groziłoby konfliktem interesów. Przed kilkunastoma dniami pojawiły się już pierwsze propozycje, kto mógłby znaleźć się w radzie. Wśród kandydatów jest m.in. była amerykańska sekretarz stanu Madeleine Albright.
Nowa rada ma przede wszystkim nadzorować jednostkę tworzącą giełdowe przepisy i ustalać jej budżet. W jej kompetencji będzie też kontrola wynagrodzeń na NYSE. To właśnie zaakceptowanie przez poprzednią radę gigantycznego wynagrodzenia w wysokości 188 mln USD dla byłego prezesa Richarda Grasso było powodem jego dymisji przed kilkoma miesiącami.
Poza radą nadzorującą działalność NYSE, J. Reed zaproponował też komitet doradczy składający się z reprezentantów biur maklerskich działających na giełdzie, instytucji finansowych z Wall Street, firm notowanych na giełdzie oraz z przedstawicieli inwestorów.
SEC opowiada się za jeszcze jedną istotną zmianą, która nie jest zawarta w projekcie tymczasowego szefa giełdy. Miałoby dojść do rozdzielenia funkcji prezesa i dyrektora generalnego NYSE. Pierwszy z nich miałby zajmować się przede wszystkim reprezentowaniem firmy na zewnątrz, drugi - koordynowaniem bieżącej działalności.