Niektórzy analitycy przecierali oczy ze zdziwienia. Amerykański produkt krajowy brutto wzrósł w trzecim kwartale o 8,2%. To najwyższa dynamika od prawie dwudziestu lat. Czyżby największa gospodarka świata wchodziła wreszcie w okres silnego ożywienia?

Coraz więcej amerykańskich analityków uważa, że tak. Ostateczne dane o PKB w trzecim kwartale mogą się co prawda dość znacznie różnic od wstępnych, ale nikt już nie ma wątpliwości, że wzrost był wyraźny. Nie to jednak najbardziej cieszy obserwatorów. Dane o PKB pochodzą sprzed dwóch miesięcy, są więc już nieaktualne. Dla inwestorów ma znaczenie to, co dzieje się teraz i co dziać się będzie. Przy ocenie trendów w zasadniczy sposób pomagają różnego rodzaju wskaźniki, pokazujące koniunkturę oraz nastawienie co do przyszłości. Możemy je określić umownie jako wskaźniki koniunktury i optymizmu. W USA jest ich wiele. Różne organizacje, uniwersytety czy agendy rządowe starają się ocenić to, co sądzą o przyszłości konsumenci, przedsiębiorcy, kadra zarządzająca itd.

Analizuje się ankiety, w których zawarte są informacje na temat zamówień na najbliższe miesiące, wykorzystania posiadanych mocy produkcyjnych, planów inwestycyjnych, szacowanych dochodów itp. Na ich podstawie buduje się wskaźniki. A na podstawie tych wskaźników znacznie łatwiej mówić o tym, co może się w najbliższym czasie wydarzyć. Można określić z większym prawdopodobieństwem, czy jest szansa na wzrost zatrudnienia, czy może wystąpić presja inflacyjna, jak szybko będzie się rozwijać gospodarka. Do najważniejszych wskaźników koniunktury i optymizmu należą Consumer Confidence, Filadelphia Fed, Michigan Sentiment, Chicago PMI oraz ISM. Nic więc dziwnego, że tego typu dane mają istotne znaczenie przy podejmowaniu decyzji przez Fed (amerykański bank centralny). Mają one również istotny wpływ na wszystkie rynki finansowe. Dziś np. inwestorzy giełdowi znacznie silniej reagują na zaskakującą poprawę wskaźnika Consumer Confidence, niż na nadspodziewanie dobre informacje o PKB. Bo PKB to już przeszłość, tymczasem dobre nastroje konsumentów to perspektywa większego popytu, czyli większej sprzedaży, a więc poprawy wyników przedsiębiorstw, czyli w konsekwencji wzrostu ich wartości giełdowej.

I właśnie zaskakująco dobre informacje o wskaźnikach koniunktury i optymizmu pozwalają znacznej części amerykańskich ekonomistów zacząć obwieszczać początek ożywienia w USA. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu specjaliści obawiali się możliwości wystąpienia deflacji. Wygląda jednak na to, że takie niebezpieczeństwo wyraźnie się zmniejszyło. Fed ocenia teraz, że prawdopodobieństwo deflacji jest takie, jak inflacji, przy czym jedno i drugie jest niewielkie. Jedynym problemem, z którym największa gospodarka świata nie może sobie na razie poradzić, jest wciąż wysoki, jak na warunki amerykańskie, poziom bezrobocia. Ale mimo wszystko spojrzenie na 2004 rok jest coraz bardziej optymistyczne.

Poprawa w USA ma też konsekwencje dla nas. Bogatsi Amerykanie kupują więcej towarów, także z Europy (choć na pewno wiele zależy tu jeszcze od kursu euro). To oznacza dodatkowy bodziec dla gospodarki europejskiej, w konsekwencji zaś także dla naszej. Trzymajmy więc kciuki za USA.