Na amerykańskim rynku można od pewnego czasu obserwować rozłam między głównymi indeksami giełdowymi. Choć jego pierwsze oznaki widoczne były już w październiku i listopadzie, to jednak w ostatnich tygodniach stał się on jeszcze bardziej wyraźny. Od początku grudnia nieprzerwanie zwyżkuje Dow Jones, zarazem w tym samym okresie silne spadki dotknęły Nasdaq. Gdzieś pośrodku można umiejscowić S&P 500, który niby znajduje się w trendzie wzrostowym, ale wyraźnie widać, że z trudem walczy o każdy punkt.

Moim zdaniem, płyną z tego dwa wnioski. Po pierwsze, nieco odmienne narzędzia analityczne należy stosować do każdego z wymienionych rynków. W przypadku Dow Jonesa, jak również S&P 500, z pewnością lepiej sprawdzają się techniki gry z trendem - natomiast w stosunku do rynków nowych technologii należałoby raczej stosować techniki gry przeciw trendowi, bazujące na wykupieniu i wyprzedaniu. Drugi wniosek to taki, że zazwyczaj w przeszłości brak potwierdzenia sygnałów z jednego rynku przez drugi, prowadził do odwrócenia tendencji. Z tego powodu i teraz, choć Dow Jones cały czas zwyżkuje i jak do tej pory nie pojawiły się żadne sygnały sprzedaży, to jednak należy zachować daleko posuniętą ostrożność.

Ubiegły tydzień przyniósł kontynuację ruchu wzrostowego na warszawskim parkiecie. Dla odmiany, tym razem wzrostowi WIG towarzyszył PX 50, zaś BUX poruszał się horyzontalnie. Oba zwyżkujące indeksy dotarły jednak w pobliże oporów, a ostatnie sesje sugerują wyczerpywanie się krótkoterminowego potencjału wzrostowego. Oznacza to, że najbliższe dni mogą upłynąć pod znakiem spadków. W obecnej chwili o wiele więcej przemawia jednak za tym, że będą miały one jedynie krótkotrwały charakter. Najprawdopodobniej, ustanowienia lokalnego minimum można spodziewać się jeszcze przed końcem roku, a być może nawet przed świętami. Wydaje się, że najbliższe dni będą raczej okazją by kupić akcje przed powrotem trendu wzrostowego niż sprzedawać je w obawie o kontynuację średnioterminowych spadków.