Trzy ostatnie sesje tego tygodnia minęły pod znakiem bardzo małej aktywności graczy, niewielkich wahań oraz niskich obrotów. Uważam, że jest to konsekwencja przebiegu sesji poniedziałkowej, która skutecznie pokrzyżowała plany popytowej strony rynku.
Otwarcie notowań poniedziałkowych było oczywiście nazbyt optymistyczne, ale dawało nadzieję na pokonanie linii oporu łączącej dołki z 30 września i 23 października. Tym samym kontrakty na indeks pozostawałyby wewnątrz niewielkiego kanału trendowego, w którym poruszają się od połowy ubiegłego miesiąca. Wybicie dołem z formacji nastąpiło w środę; było ono jednak mało przekonujące, bo i skala naruszenia była prawie żadna, obrót niewielki, a na sesji wczorajszej nie nastąpiło jego potwierdzenie w postaci kontynuacji (a tym bardziej przyspieszenia) spadku. Cena kontraktu minimalnie wzrosła (jednak przy znikomym wolumenie), a chwilowa zniżka w trakcie sesji powstrzymana została kilka punktów ponad średnią kroczącą z 45 sesji.
Przyznam, że wierzyć mi się nie chce, że rynek ma dalej pozostawać w takim stanie, choć wiele na to wskazuje. Tym bardziej nie wiem, ile miałoby to trwać. Impulsy - i te lepsze, i te gorsze - są ostatnio ignorowane, bo nie można powiedzieć, że pojmanie dawnego wodza Iraku miało inną wymowę dla rynków finansowych niż symboliczną.
Technicznie wiele oscylatorów zachowuje się neutralnie. Za dalszym wzrostem mogłoby przemawiać zachowanie MACD, który stabilnie rośnie po tym, jak kilka dni temu przebił się ponad poziom równowagi. Krótkookresowy trend rynku jest nadal wzrostowy, ale jego dynamika osłabła. W średnim terminie trend na charakter lekko spadkowy w ramach szerokiego kanału trendowego.